top
Wydarzenia:

Wojciech Siudmak: „Środowisko kolekcjonerów w Polsce staje się coraz dojrzalsze, bardziej świadome”

O wydarzeniach, które sprowadziły artystę do Polski, rodzimym i francuskim rynku sztuki, a także m.in. o związkach z „Diuną” opowiada światowej sławy malarz i rzeźbiarz Wojciech Siudmak.

5
Wojciech Siudmak
Wojciech Siudmak, fot. Justyna Radzymińska / serwis prasowy ToTuart

Wojciech Siudmak, na stałe mieszkający i tworzący we Francji, odwiedził Polskę pod koniec roku w związku z wydarzeniami w Galerii i Domu Aukcyjnym ToTuart. Miała tam miejsce premiera albumu „Fantastyczne światy II” wydanego przez Rebis; do 10 stycznia 2026 r. trwa w galerii wystawa rzeźb, obrazów i rysunków artysty zatytułowana „Dialog wewnętrzny”, a 18 grudnia 2025 r. uroczyście odsłonięto w ToTuart srebrną kolekcjonerską monetę z motywami zaczerpniętymi z twórczości Wojciecha Siudmaka, powstałą we współpracy z Mennicą Polską.

Wojciech Siudmak - okładka albumu
Wojciech Siudmak „Fantastyczne światy II”

Iwona Ławecka-Marczewska: Jak ocenia Pan grudniowe wydarzenie w Galerii i Domu Aukcyjnym ToTuart?

Wojciech Siudmak: Piękne wydarzenie. Mennica Polska wybiła monetę z moim obrazem i rzeźbą – nową formę kolekcjonerską, bardzo ciekawą. Jestem zachwycony jakością tej monety. Samo spotkanie okazało się szalenie interesujące. Środowisko kolekcjonerów w Polsce staje się coraz dojrzalsze, bardziej świadome. I to jest budujące.

Czy ToTuart to jedyna galeria, z którą Pan współpracuje? Na jakich zasadach działa Pan na polskim rynku sztuki?

Funkcjonuję jako artysta autonomiczny, natomiast moim głównym marszandem jest Marek Duchnowski z Galerii i Domu Aukcyjnego ToTuart. Marek podjął się bardzo ważnej misji upowszechnienia rzeźby, która w Polsce, można powiedzieć, przez prawie sto lat nie istniała. Mam na myśli małą rzeźbę salonową.

We Francji ta gałąź sztuki była niezwykle rozwinięta, szczególnie w XIX wieku. Od lat trzydziestych działały słynne odlewnie, które tworzyły wspaniałe realizacje. To, co my dziś robimy, reprezentuje najwyższą światową jakość. Jest także bardzo interesującym spojrzeniem na sztukę łączącym klasyczną rzeźbę z wyobraźnią, z fantastyką.

Ma Pan wyjątkową możliwość obserwowania francuskiego i polskiego rynku sztuki. Jakie widzi Pan podobieństwa, a jakie różnice?

Podobieństwo jest takie, że wszędzie są pasjonaci. Wszędzie są ludzie, którzy naprawdę kochają sztukę. Polski rynek jest dziś bardzo ciekawy. Pojawiły się osoby, które mają doświadczenie zdobyte w innych krajach, prowadzą wielkie firmy i intensywnie interesują się sztuką. Czasem wręcz łakomie. I to jest niezwykle pokrzepiające.

Francja jest zmęczona sztuką. Francuzi mają już domy pełne dzieł, zagracone sztuką. Ich chęć kupowania osłabła. Nadal istnieje tam rynek, są wierni odbiorcy, ale nie ma tej świeżej energii.

Poza tym Francja to rynek bardzo nerwowy. Dzieje się tam naraz bardzo dużo rzeczy, nie ma jednego oficjalnego kierunku. Jest miejsce dla każdego. I właśnie z tego pozornego chaosu rodzą się nowe nurty, nowe osobowości. Jeśli spojrzymy na historię sztuki, to nie zostają kierunki, zostają osobowości. To one zostawiają trwały ślad.

Kto dziś jest odbiorcą Pana sztuki?

Przyjeżdżam do Polski, od czasu do czasu, od około dwudziestu lat i widzę ogromną zmianę. Odbiorcy są coraz bardziej wymagający, coraz bardziej inteligentni, absolutnie niewrażliwi na sugestie krytyków. Widzieli już kawałek świata, mają świadomość, co jest dobrą, a co złą sztuką. Spotykam tu wielu kolekcjonerów, którym nie trzeba niczego tłumaczyć. Oni mają własne zdanie, doskonale wiedzą, czego chcą. Są to dojrzali obserwatorzy rynku sztuki i dojrzali kolekcjonerzy.

W swojej twórczość kreuje Pan świat fantastyczny. A prywatnie? Czy jest Pan niepoprawnym fantastą, czy twardo stąpa po ziemi?

Wychowałem się we Francji, a to jest świat, w którym trzeba mieć głowę na karku. Sztuka rozwija się tam jak w dżungli: rywalizacja, brak taryfy ulgowej, brak „poklepywania po plecach”. To był twardy rynek. Jednocześnie społeczeństwo bardzo się rozwijało: czytało literaturę, oddawało się nauce, filozofii. Dziś wkracza w nasze życie sztuczna inteligencja.

Cieszę się, że podjął Pan ten temat, bo chciałam zapytać o Pana zdanie na temat sztucznej inteligencji.

Proszę sobie wyobrazić, jakie trudności będzie miała sztuczna inteligencja, próbując podrobić moje szkice. Tę genialną nieudolność gestu, coś, czego nie da się zaprogramować.

Sztuka konceptualna czy abstrakcyjna jest dla AI o wiele łatwiejsza. Wystarczy zamalować coś na czerwono czy czarno. I dlatego uważam, że sztuczna inteligencja jest dzwonkiem ostrzegawczym: uwaga! Liczyć się będzie indywidualność.

Indywidualna, niepodrabialna kreska?

Rysunek jest dla mnie jak elektrokardiogram, zapis wrażliwości. Widać to doskonale u Rembrandta. Jego kreska jest niespokojna, nieregularna, nie do skopiowania. Żeby AI coś zrobiła, trzeba jej powiedzieć, czego oczekujemy. A rysunek nie daje się ująć w żadne schematy. Maluję warstwowo, często w sposób, którego nawet człowiek nie jest w stanie odczytać. Te warstwy istnieją w historii obrazu. Sztuczna inteligencja może coś imitować, ale nie stworzy autentycznego gestu.

Wojciech Siudmak - obraz i rysunek

Wojciech Siudmak - obraz i rysunek

Wojciech Siudmak - obraz i rysunek

Jest Pan uważany za czołowego przedstawiciela tzw. realizmu fantastycznego i zaliczany do grona twórców kształtującego się nurtu neosurrealizmu. Jak wyglądała Pana droga do tego języka artystycznego wyrazu?

Biegła zygzakiem. Studia ukształtowały mnie jako twórcę malarstwa abstrakcyjnego. Zupełnie niepotrzebnie, bo to nie były moje zainteresowania. Sztuka fantastyczna istnieje od zarania dziejów. Jest próbą wyrażania emocji w sposób realistyczny. Jaskinia Lascaux, mitologie, renesans, anatomie Michała Anioła, grafiki dawnych mistrzów, wśród nich Giovanniego Battisty Piranesiego. Surrealiści czerpali z nich inspiracje bez zażenowania. Salvador Dalí wprost.

Moja droga do realizmu fantastycznego prowadziła przez Paryż, przez środowisko tamtejszej literatury fantastycznej, w której centralną postacią był człowiek. Z tego świata wyrósł m.in. Denis Villeneuve, reżyser nagrodzonej Oskarami „Diuny”, który zetknął się z moją twórczością. Innymi drogami podążała literatura amerykańska.

Nad czym Pan pracuje obecnie? Czy w najbliższej przyszłości będą preteksty do kolejnych wizyt w Polsce?

Powstaje wielka rzeźba plenerowa która zostanie odsłonięta w Zduńskiej Woli już w tym roku, jak wszystko pójdzie dobrze to może już w czerwcu. Pracuję nad rzeźbami małego formatu, które wracają do salonów. Dzięki Markowi Duchnowskiemu kolekcjonerzy rozumieją, że rzeźba nie jest jedynie ozdobą na kominku, lecz samodzielnym dziełem, zasługującym, jak wytworny mebel, na miejsce w centrum przestrzeni domu. W Łodzi zrealizowaliśmy nie tak dawno, wart przywołania, projekt „Narodziny Dnia”, we współpracy z firmą Tubądzin[1]. Widzę w Polsce głód sztuki. Młodzi kolekcjonerzy w wieku 35–55 lat uczą się bardzo szybko. To coś wyjątkowego w skali Europy. Będzie wiele okazji, do powrotu.

Portret: Justyna Radzymińska

[1] Dwie prace, których autorem jest Wojciech Siudmak „Narodziny Dnia” i „Ptaki w raju”, dzięki najnowocześniejszym technologiom, którymi dysponuje firma Tubądzin, zostały przeniesione na wielkoformatowe płyty gresowe. Do wykonania malowideł, które zdobią łódzkie podwórko, wykorzystano 260 supernowoczesnych płyt gresowych, z których największa ma 2 metry, a najmniejsza 25 centymetrów. Płyty zamontowane są na elewacjach wewnętrznych kamienicy przy ul. Więckowskiego 4. Dzieło można oglądać codziennie w godz. 6–22].