„Stanisław Ciok. Fotografie”. Bez inscenizacji
Wystawa „Stanisław Ciok. Fotografie” prezentuje zdjęcia jednego z najwybitniejszych twórców, którzy dokumentowali codzienność schyłku PRL i lat transformacji. Ekspozycja, przygotowana przez kuratorów Jacka Marczewskiego i Jarosława Stachowicza, jest nie tylko przekrojowym spojrzeniem na dorobek autora, lecz także pożegnaniem fotografa, który zmarł w styczniu 2025 roku.
4
Wystawa „Stanisław Ciok. Fotografie” w Starej Galerii ZPAF w Warszawie to subiektywny przegląd twórczości autora, która przez dekady była obecna w obiegu prasowym, prezentowana w galeriach, muzeach, omawiana w środowisku reporterów. Stanisław Ciok – Staszek – należał do fotografów bezkompromisowych. Nie inscenizował, nie poprawiał rzeczywistości, nie gonił za efektem. Fotografował to, co było, i tylko to.



Dokument epoki
Stanisław Ciok (1957–2025) z wykształcenia był leśnikiem, z wyboru – fotoreporterem. W 1995 roku został członkiem ZPAF. Debiutował w połowie lat 80. na łamach pisma „Przegląd owocowo-warzywny i fermentacyjny”, a pierwszy reportaż opublikował w tygodnika „itd.”. Jego fotografie ukazywały się w wielu tytułach polskich i zagranicznych (m.in. „Młody Rolnik”, „Polski Farmer”, „Rzeczpospolita”, „Gazeta Wyborcza”, „Spotkania”, „Tygodnik Solidarność”, „The New York Times”). Przez lata związany był z tygodnikiem „Polityka”, dla którego dokumentował codzienne życie Polaków w czasie gwałtownych przemian społecznych i ustrojowych. Reportaże Cioka prezentowane były m.in. w poczytnym cyklu „Na własne oczy”.
Był anegdociarzem. Ze swych licznych podróży służbowych przywoził opowieści komiczne, ale też bystre obserwacje społeczne. Dzięki temu bywał duszą towarzystwa. Wielu z nas, zwłaszcza reportażystów, zapamięta Cioka na zawsze jako niezrównanego kompana i przyjaciela, również w pracy. Sprawiał, że niemal każde wspólne przedsięwzięcie stawało się przygodą
– wspominają koledzy z „Polityki”.
Fotografie jego autorstwa – dziś odbierane jako archiwum doświadczeń zbiorowych – mają rangę dokumentów epoki. Bohaterów traktował z empatią, ale wobec systemów, struktur i absurdów rzeczywistości bywał ironiczny i krytyczny. Mówił, że „zbiera miejsca, w których spał”. Zdanie to dobrze oddaje reporterskiego ducha.





Dwie części, jeden głos
Ekspozycja w Starej Galerii ZPAF, której kuratorami są fotoreporter Jacek Marczewski i Jarosław Stachowicz, współtwórca Polskiej Agencji Fotografów FORUM, została podzielona na dwie części. Pierwsza to wybór ikonicznych zdjęć reporterskich z lat 80. i 90., obrazów, które na trwałe zapisały się w historii polskiej fotografii prasowej. Druga odsłona pokazuje ostatni projekt artysty, cykl zatytułowany „Bezsenna” – fotograficzne eseje pozbawione obecności człowieka.
Jacek Marczewski w tekście towarzyszącym ekspozycji wyjaśnia:
Nie lubię pisać o fotografii. Uważam, że zdjęcia niosą przekaz znacznie silniejszy niż zdania. Fotografie szepcą, mówią, czasem krzyczą, wymowniej niż słowa. Zdjęcia Staszka Cioka tak przemawiają do odbiorcy.
Wystawa, którą prezentujemy w Starej Galerii ZPAF, składa się z dwóch części. Pierwsza przedstawia ikoniczne zdjęcia reporterskie z lat 80., schyłku PRL-u, i transformacji ustrojowej lat 90. Drugą część stanowi ostatni projekt Staszka Cioka, który on sam zatytułował „Bezsenna”. Cykl tworzą eseje fotograficzne. Na zdjęciach nie ma ludzi. Żadnego człowieka.
Nasz mistrz Josef Koudelka powiedział kiedyś: „Gdy ja fotografowałem świat, ulice, gdy robiłem reportaże, ludzie chodzili w kapeluszach, kaszkietach, marynarkach i sukienkach. Ten czas się skończył. Dziś noszą T-shirty i bejsbolówki. Trochę tego nie rozumiem. Świetnie czują to natomiast młodzi. Zacząłem więc, pracować nad cyklem „Chaos”, w którym nie ma ludzi”.
Josef Koudelka stworzył „Chaos”, Stanisław Ciok – „Bezsenną”.
Zderzenie reporterskich zdjęć Staszka z „Bezsenną” daje do myślenia.





Z potrzeby pamięci
Organizacja wystawy była możliwa dzięki zaangażowaniu i wsparciu wielu osób, które znały i lubiły Staszka oraz ceniły jego twórczość fotograficzną. To gest środowiskowej solidarności i dowód na to, jak silne relacje budował, mimo że prywatnie był samotnikiem, stronił od tłumów i wybierał życie na uboczu, blisko natury.
Unikał tłumów. Poza miastem czuł się wyraźnie lepiej niż w swym warszawskim mieszkanku. Umiał rozpalić ognisko w każdych warunkach, utoczyć sok z pnia brzozy, uwielbiał spływy kajakowe w ciszy pozwalającej słyszeć przyrodę. W pewnym momencie wrósł w Beskid Niski, gdzie obok gościńca swych przyjaciół, u których – z chęcią goszczony – regularnie bywał, zaczął budować swój drewniany dom, na górce ochrzczonej przez nas mianem Pik Ciok
– czytamy we wspomnieniu, które po śmierci Staszka Cioka ukazało się w „Polityce”.
Wystawa w Starej Galerii ZPAF nie jest wyłącznie prezentacją dorobku fotografa. To pożegnanie.
