Stanisław Brach: „Porcelana ma teraz pierwszeństwo”
Stanisław Brach mówi o tym, dlaczego współczesny artysta nie może być niewidoczny, czego chce nauczyć studentów, jak porcelana konkuruje w jego twórczości z gliną szamotową, o odlanym w porcelanie plastrze pszczelim oraz o tym, kto dołączy do tworzonego od 2010 r. cyklu portretów ważnych postaci.
13
Stanisław Brach, rzeźbiarz, ceramik, wykładowca, organizator wystaw i inicjator Międzynarodowego Triennale Rzeźby Ceramicznej, od lat łączy własną twórczość z pracą ze studentami, Kraków z Warszawą, tradycyjne techniki ceramiczne z eksperymentami technologicznymi.
Iwona Ławecka-Marczewska: W dzisiejszych czasach twórca właściwie nie może zamknąć się w pracowni, w skrytości ducha kontemplować i tworzyć. Czasy na to nie pozwalają. Mam wrażenie, że pan doskonale odnajduje się w tej rzeczywistości – jest pan bardzo aktywny, kreatywny i działa na wielu polach.
Stanisław Brach: Myślę, że artysta oczywiście może się zamknąć w pracowni, tylko wtedy nie istnieje w przestrzeni publicznej. Nikt go nie znajdzie, dopóki po jakimś czasie ktoś go stamtąd nie wyciągnie.
Dzisiaj mamy zupełnie inne możliwości. Możemy na bieżąco pokazywać to, co robimy. W mediach można prezentować całe swoje artystyczne życie, nawet proces powstawania dzieła. Niektórzy artyści robią to bardzo świadomie.
Myślę, że zaliczam się do tych twórców, którzy funkcjonują również w przestrzeni medialnej. Może jej nie nadużywam, ale aktywnie pokazuję to, czym się zajmuję. Chociaż w większym stopniu wykorzystuję media społecznościowe do prezentowania działań ze studentami niż własnej twórczości. Kiedy jednak dzieje się coś ważnego, na przykład mam wystawę, promuję ją na Facebooku czy Instagramie.
Nie ma chyba obecnie innego sposobu pozwalającego dotrzeć jednocześnie do tak szerokiego grona odbiorców. My oczywiście nie osiągamy zasięgów muzyków, piłkarzy czy tenisistów, ale możemy poinformować dziesiątki, setki, a nawet tysiące osób o tym, co robimy. W przypadku ważnych działań, choćby wystaw, ma to duże znaczenie.
Iwona Ławecka-Marczewska: Prowadzi pan Pracownię Ceramiki, opiekuje się kołem naukowym i umożliwia studentom zaistnienie również poza Akademią.
To był jeden z ważnych punktów mojego programu nauczania. Kiedy pod koniec 2009 roku startowałem w konkursie na stanowisko adiunkta – od 2010 roku mam przyjemność pracować na uczelni w Warszawie – jednym z założeń była promocja prowadzonej przeze mnie pracowni poza murami Akademii. Chciałem, żeby to, co robimy, przekładało się na promocję uczelni i wydziału, ale przede wszystkim studentów.
Mogę powiedzieć, że to przynosi efekty. Systematycznie organizujemy wystawy, plenery (jeździmy na przykład do Zakładów Porcelany w Ćmielowie), sympozja, jak Międzynarodowe Sympozjum Ceramiki Wypalanej Drewnem. We wszystkie te przedsięwzięcia angażuję studentów. Chodzi o to, żeby po ukończeniu uczelni i obronie dyplomu potrafili odnaleźć się w świecie poza Akademią. Myślę, że wszystko, czego dowiedzą się i czego doświadczą podczas pobytu w mojej pracowni, później pomoże im poruszać się w świecie sztuki.
Iwona Ławecka-Marczewska: Zaangażował pan studentów również w organizację Międzynarodowego Triennale Rzeźby Ceramicznej. Dzięki temu mogli zobaczyć od środka przygotowania do dużego międzynarodowego wydarzenia.
To było wielkie wydarzenie, ponieważ po raz pierwszy w Polsce odbyło się Międzynarodowe Triennale Rzeźby Ceramicznej na taką skalę.
To był mój pomysł, z którym chodziłem przez kilka, może nawet kilkanaście lat. Pojawił się około 2012–2013 roku. Zależało mi, żeby studenci Pracowni Ceramiki byli zaangażowani jako wolontariusze i mogli zobaczyć, jak wygląda organizacja międzynarodowego wydarzenia.
Triennale organizowałem razem z dr Weroniką Surmą z Akademii we Wrocławiu. Warto zaznaczyć, że była wcześniej studentką Wydziału Rzeźby i moją studentką w Pracowni Ceramiki. Organizowałem więc to przedsięwzięcie z ludźmi bardzo blisko związanymi z pracownią, osobami, do których miałem pełne zaufanie.
Studenci uczestniczyli w przygotowaniu wystawy i jej promocji. Później odbyło się również spotkanie z laureatkami – ponieważ główne nagrody zdobyły kobiety. Zaprosiłem na nie wszystkich studentów pracowni.
Kilka razy przychodziliśmy na wystawę całą grupą i omawialiśmy zakwalifikowane prace. Z około siedmiuset zgłoszeń na wystawę wybrano pięćdziesiąt. Prezentowane były różne techniki, technologie, materiały i sposoby pracy z ceramiką, różne rodzaje wypałów. Była to swego rodzaju lekcja na żywo, uzupełniająca to, co robimy na co dzień w pracowni.





Iwona Ławecka-Marczewska: Przy tylu aktywnościach organizatora i dydaktyka, jak znajduje pan jeszcze czas na własną twórczość? Praca na uczelni jest bardzo absorbująca, a artysta musi przecież tworzyć, rozwijać się i wystawiać. Do tego żyje pan między Warszawą a Krakowem.
Często jestem o to pytany. Praca dydaktyczna od początku oznacza konieczność pogodzenia dwóch przestrzeni: czasu przeznaczonego na własną twórczość i czasu poświęcanego uczelni. Te dwie sfery przeplatają się i przenikają.
Wcześniej intensywnie działałem jako artysta. Po studiach dużo wystawiałem. Później moja aktywność trochę wyhamowała ze względu na pracę w Warszawie. Mimo wszystko nadal dużo tworzę i wystawiam. Co najmniej raz na dwa lata przygotowuję wystawę indywidualną.
Trzeba po prostu wykorzystywać każdy wolny czas w stu procentach. To już nie są czasy studenckie, kiedy można przyjść do pracowni, coś zrobić lub nie. Czas, który spędzam w swojej pracowni w Krakowie, jest przeznaczony na konkretne działania. Nie mogę pozwolić, żeby przeciekał mi przez palce. Pomysłów twórczych i rzeźbiarskich mam sporo.
W ten sposób powstawały kolejne projekty. W 2014 roku zrealizowałem duży projekt „Miodem płynące”, który powstał dzięki stypendium ministerialnemu i był później prezentowany w wielu galeriach w Polsce i za granicą. Kilka prac znajduje się również w Muzeum Ceramiki na Tajwanie. Ten projekt cały czas się rozrasta, bo wciąż mam związane z nim kolejne pomysły.
Jednym z większych projektów, które ostatnio realizowałem, było „Po_kłosie”, pokazywane między innymi w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku i Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Nad nim również pracowałem przez kilka lat.
Przy takich przedsięwzięciach trzeba naprawdę wykroić dużo czasu. Zwłaszcza że pracuję w technologii rozciągniętej w czasie. Ceramika czy porcelana nie kończy się przecież na pierwszym geście kreacji – na wyrzeźbieniu obiektu. Później następuje proces technologiczny: schnięcie, pierwszy wypał, szkliwienie, drugi wypał i kolejne etapy.
Udaje mi się również dzięki dobrej, kochającej rodzinie. Teraz dzieci są już dorosłe, studiują, więc mam więcej czasu, który mogę przeznaczyć na twórczość.
Iwona Ławecka-Marczewska: Pracuje pan z ceramiką właściwie od szkoły średniej. Co po tylu latach fascynuje pana w tym materiale? Czy wciąż ma pan potrzebę eksperymentowania z technologią, szkliwami, sposobami wypału?
Mam za sobą bardzo dobre pierwsze przygotowanie ceramiczne, czyli Technikum Ceramiczne w Łysej Górze. To słynna Łysa Góra, gdzie działał zakład Kamionka i pracował Bolesław Książek. Miałem możliwość go poznać, spotykać się z nim, a nawet zrobić kilka rzeczy w jego pracowni.
Później moja kariera „skręciła” jednak w stronę rzeźby. Skończyłem klasyczną rzeźbę i dlatego, kiedy ktoś pyta mnie dzisiaj o moją drogę artystyczną, odpowiadam, że jestem rzeźbiarzem pracującym w ceramice.
Ceramika oferuje tak wiele dróg, kierunków, materiałów, technik i technologii, że każdy, kto zajmuje się nią profesjonalnie, musi wybrać dla siebie pewien obszar. Przez wiele lat pracowałem przede wszystkim w masie szamotowej, w glinie. Powstawały rzeźby i obiekty. Mój dyplom na Wydziale Rzeźby był w całości ceramiczny, a później także doktorat i cykl prac „Pomiędzy formą a przestrzenią” do habilitacji.
Równolegle zajmowałem się tym, co nazywam „obrazem ceramicznym”. To w pewnym sensie kontynuacja doświadczeń wyniesionych z Łysej Góry. Tamtejszy zakład powstał między innymi z myślą o realizacji dużych ceramicznych płyt okładzinowych przeznaczonych na elewacje. Bolesław Książek, pracując tam wraz z zespołem, realizował takie projekty, ale tworzył również mniejsze formy, które nazywał właśnie obrazami ceramicznymi.
Trochę przejąłem to pojęcie i przez wiele lat po studiach intensywnie rozwijałem tę formę twórczości. Później nieco od niej odszedłem. Pozostała rzeźba – cały czas wykonywana w masie szamotowej. Były to prace lepione ręcznie, ale także odciski, ponieważ często posługuję się właśnie techniką odcisku.
Iwona Ławecka-Marczewska: A kiedy przyszedł czas na porcelanę, która dzisiaj zajmuje tak ważne miejsce w pana twórczości?
Od 2010 roku porcelana zaczęła być dla mnie coraz ważniejszym materiałem. Nie była całkowicie nowa, bo znałem ją już wcześniej, ale dopiero kontakt z Polskimi Fabrykami Porcelany Ćmielów i Chodzież otworzył przede mną możliwość pracy z nią na dużą skalę.
Właśnie w porcelanie zrealizowałem wiele spośród moich najważniejszych projektów ostatnich lat. Powstała w niej część obiektów z projektu „Miodem płynące”, „Po_kłosie”, wszystkie głowy przedstawiające wielkich Polaków i wiele innych prac.
Można powiedzieć, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat porcelana w pewnym stopniu zastąpiła mi glinę szamotową. Nie znaczy to jednak, że ją porzuciłem. Niedawno wypalałem w rodzinnym domu ponadmetrową rzeźbę wykonaną właśnie z gliny szamotowej, szkliwioną i wypalaną w plenerowym piecu gazowym w temperaturze przekraczającej 1200 stopni.
Te dwa materiały funkcjonują więc dzisiaj w mojej twórczości równolegle, choć porcelana ma chyba pierwszeństwo. Jest materiałem niezwykle szlachetnym, ale też trudnym i wymagającym technologicznie. Trzeba brać jej właściwości pod uwagę już na etapie projektowania. Jednocześnie daje ogromne możliwości.
Iwona Ławecka-Marczewska: Jednym z najbardziej interesujących eksperymentów technologicznych w pana twórczości są porcelanowe plastry pszczele w projekcie „Miodem płynące”.
To było chyba moje największe doświadczenie technologiczne. Udało mi się odlać z porcelany plastry pszczele. Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że był to ewenement w skali Europy czy świata, ale z punktu widzenia klasycznie rozumianej technologii ceramicznej było to przedsięwzięcie bardzo nietypowe.
Plastry pszczele zbudowane są z wosku, a w ceramice wosk służy przede wszystkim jako materiał izolacyjny. Nie wykorzystuje się go jako formy do odlewania. Ja natomiast przez kilka lat testowałem różne rozwiązania i próbowałem opanować technologię pozwalającą wykorzystać naturalny plaster pszczeli do odlewania porcelany. W końcu się udało.
Mogłem później prezentować porcelanowe plastry zarówno jako pojedyncze wiszące formy, jak i elementy większych obiektów czy naczyń. Uważam to za jedno z moich największych osiągnięć, a może nawet odkryć technologicznych w ceramice.

Iwona Ławecka-Marczewska: Ważnym nurtem pana twórczości jest też cykl porcelanowych portretów ważnych postaci polskiej historii. Jak się rozwija?
Realizuję go od 2010 roku. Zaczął się od głowy Chopina. Później była przerwa, w 2018 roku powstał marszałek Piłsudski, a następnie mniej więcej co rok lub dwa lata tworzyłem kolejne głowy.
Obecnie dwie większe prezentacje pokazują ten cykl. Jedna odbywa się w Muzeum Regionalnym w Pińczowie, na wystawie poświęconej porcelanie. Można tam zobaczyć głowy Chopina, Piłsudskiego, Norwida, Paderewskiego, Kopernika, Witosa i Tamary Łempickiej.
Druga wystawa została otwarta 11 lipca w Zamościu, w Galerii Rzeźby prof. Mariana Koniecznego. Nosi tytuł „Rzeźba w porcelanie”. Tam prezentowany jest zestaw głów już wraz z portretem Bolesława Chrobrego. Trzecia wystawa pod tym samym tytułem zostanie otwarta 18 września w BWA w Tarnowie, tam zaprezentuję fragmenty najważniejszych projektów w porcelanie, „Miodem płynące”, „Po_kłosie” i „Wielcy Polacy”.

Iwona Ławecka-Marczewska: Głowa Tamary Łempickiej znalazła stałe miejsce w Muzeum Narodowym w Lublinie.
Tak. Weszła do stałej kolekcji Muzeum Narodowego w Lublinie. Jest eksponowana w przestrzeni, w której prezentowana jest twórczość Tamary Łempickiej i stanowi dopełnienie tej wystawy. Był to mój dar dla muzeum.
Niedawno odbyła się duża uroczystość z okazji 120-lecia muzeum i spotkanie darczyńców dzieł znajdujących się w jego zbiorach. Jestem bardzo szczęśliwy, że moja praca jest codziennie oglądana. To dla mnie wyróżnienie, zaszczyt, ale też zwyczajna ludzka radość z tego, że praca stoi w muzeum i jest eksponowana.
Iwona Ławecka-Marczewska: Najnowszą postacią w cyklu jest Józef Czapski. Na jakim etapie znajduje się ta praca? Zdążymy ją zobaczyć jeszcze w Roku Józefa Czapskiego?
Głowa Józefa Czapskiego jest obecnie modelem gipsowym. Będę z niego zdejmował formę, a następnie praca zostanie odlana, podobnie jak poprzednie, w Polskich Fabrykach Porcelany Ćmielów i Chodzież. Jeżeli wszystko dobrze się ułoży, myślę, że zdążę pokazać ją jeszcze przed końcem 2026 roku.
Chciałbym zaprezentować ją w Warszawie. Być może w Kordegardzie albo w ramach któregoś z przedsięwzięć wystawienniczych przy Krakowskim Przedmieściu. Jeżeli to się nie uda, pokażę ją jako pojedynczą pracę na innej wystawie.
Tak prezentowałem już niektóre wcześniejsze głowy w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Paderewski, Norwid i Kopernik byli tam pokazywani indywidualnie jako prezentacje jednego dzieła przed pałacem.
Nigdy jednak nie zakładałem, że prezentacja tych prac musi być związana z konkretnym rokiem jubileuszowym. Te postaci interesowały mnie z wielu innych powodów, niekoniecznie dlatego, że w danym momencie obchodziliśmy rok konkretnego artysty czy polityka.





Iwona Ławecka-Marczewska: Czy wie pan już, kto będzie kolejnym portretowanym po Czapskim?
Zaczynam myśleć o następnej postaci, ale nie chcę jeszcze zdradzać, kto to będzie. Zawsze mam wiele pomysłów, a później często okazuje się, że żadna z postaci, o których wcześniej wspominałem, ostatecznie nie powstaje, tylko wykonana jest zupełnie inna głowa, dlatego nie chcę zbyt wcześnie zapowiadać.
Być może wrócę do pomysłu przedstawienia kolejnej kobiety. Tamara Łempicka jest dotąd jedyną kobietą, którą wyrzeźbiłem w tym cyklu, a przecież w naszej historii mamy wiele wspaniałych postaci kobiecych.
Iwona Ławecka-Marczewska: Nad czym jeszcze obecnie pan pracuje?
Dzieje się dużo, chociaż nie przygotowuję w tej chwili jednej wielkiej wystawy. Powstaje natomiast większy projekt, który prawdopodobnie ujrzy światło dzienne za około dwa lata. Jest związany z postaciami, które obecnie wypalam. Nie chodzi o jedną czy dwie figury – docelowo ma ich być kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt. Projekt jest jednak dopiero w trakcie realizacji, dlatego za wcześnie, żeby mówić, w jakiej formie i w jakiej przestrzeni zostanie zaprezentowany.
Cały czas rozwijam również wcześniejsze projekty. Dodaję kolejne obiekty zarówno do „Miodem płynących”, jak i do „Po_kłosia”. To są przedsięwzięcia, które pozostają otwarte i mogą być kontynuowane.
Obecnie realizuję również na zamówienie tak zwaną Ścianę Żeromskiego dla Zamku Królewskiego w Warszawie. Chodzi o fragment muru, który pozostał po bombardowaniu Zamku Królewskiego – ten charakterystyczny, stojący pionowo fragment.
Iwona Ławecka-Marczewska: Powstaje też praca o zupełnie innym, bardzo osobistym charakterze.
W mojej pracowni rzeźbiarskiej w Krakowie powstaje klasyczna rzeźba przeznaczona na grób mojego ojca, w związku z czterdziestą rocznicą jego śmierci. Jest to dla mnie bardzo osobista realizacja, ale jednocześnie trudna. Mam poczucie, że powinienem był zrobić ją już dawno.
Same nagrobki dla mamy i taty powstały kilka lat temu. Teraz realizuję część rzeźbiarską nagrobka ojca. To klasyczna rzeźba przedstawiająca św. Józefa, ponieważ mój tata miał na imię Józef. Prawdopodobnie nie będzie wykonana z ceramiki, lecz odlana w brązie.
Stanisław Brach
Stanisław Brach urodzony 1972 r. w Gorlicach. Profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od 2010 roku kieruje Pracownią Ceramiki na Wydziale Rzeźby warszawskiej ASP. Absolwent Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, dyplom w pracowni prof. Mariana Koniecznego w 2000 roku, oraz Technikum Ceramicznego w Łysej Górze (1987-1993). W 2014 roku uzyskał tytuł doktora habilitowanego w dziedzinie sztuk pięknych na Wydziale Rzeźby ASP w Krakowie. Laureat nagrody Rektora ASP w Warszawie (2011), stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2014), projekt artystyczny „Dwie przestrzenie”. Finalista międzynarodowego konkursu Taiwan Ceramics Biennale 2016, oraz zdobywca złotego medalu za prace „Miodem płynące” na 45 Apimondia 2017, International Apicultural Congress, Istambuł, Turcja i 46 Apimondia 2019, International Apicultural Congress, Montreal, Kanada. Inicjator Międzynarodowego Triennale Rzeźby Ceramicznej, organizator kilkudziesięciu wystaw indywidualnych i zbiorowych, uczestnik wielu plenerów i konkursów międzynarodowych m.in. we Włoszech, Japonii i Tajwanie. Prace artysty znajdują się w zbiorach Muzeum Rzeźby Współczesnej Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, Międzynarodowego Muzeum Ceramiki w Faenza we Włoszech, New Taipei City Yingge Ceramics Museum w Tajwanie, w Pałacu Sztuki we Lwowie oraz w zbiorach prywatnych.
Zdjęcia: Kacper Brach, Stanisław Brach, Norbert Kwiatkowski, archiwum prywatne artysty


