top
Wydarzenia:

Marika Kołonowicz: „Wybieram naturalne przędze i ręczne wykonanie”

Marika Kołonowicz, finalistka konkursu Designers Play Sustain 2025, to projektantka, która łączy tradycyjne rzemiosło – szydełkowanie – z nowoczesnym myśleniem o modzie i sztuczną inteligencją.

10
Marika Kołonowicz kobieta w kolorowym fantazyjnym stroju zrobionym na szydełku na tle obrazu kosmosu

Iwona Ławecka-Marczewska: Pani pierwszy kontakt z modą? Jak weszła Pani do świata fashion?

Marika Kołonowicz: Moda towarzyszyła mi właściwie od zawsze. To nie było nagłe objawienie, a raczej naturalna kontynuacja tego, z czym obcowałam od najmłodszych lat. Mam tu na myśli wykroje, maszyny do szycia, kosze z kolorowymi włóczkami, wizyty w pasmanteriach czy dobór materiałów i przędzy do kolejnego, wyjątkowego projektu. Moja mama była projektantką – tworzyła cudowne kreacje w latach 70., 80. i 90. Od dziecka z fascynacją obserwowałam ten proces i to, jak z kawałka tkaniny czy motka włóczki można stworzyć coś zupełnie unikatowego.

Z domu rodzinnego wyniosłam nie tylko konkretną wiedzę, lecz także ogromny szacunek do pracy włożonej w każdy szew i detal, który niejednokrotnie pochłaniał mnóstwo czasu. Dorastałam w otoczeniu kreatywnej energii, gdzie ubrania nie były po prostu towarem ze sklepu, ale efektem pasji i rzemiosła. Do dziś pamiętam te wyjątkowe rzeczy, które powstawały na moich oczach. Fakt, że niektóre z nich przetrwały w świetnym stanie do teraz, jest dla mnie najlepszym dowodem na to, że prawdziwa moda to jakość na lata.

Marika Kołonowicz kobieta w kolorowym fantazyjnym stroju zrobionym na szydełku na tle obrazu kosmosu

Czy szydełkowania nauczyła się Pani w domu?

Marika Kołonowicz: Tak, zdecydowanie. Szydełko i druty były w moim domu rodzinnym czymś naturalnym, niemal codziennym, a jednocześnie niezwykle ważnym. To był czas bliskości i wspólnych chwil, podczas których nie uczyłam się tylko samej techniki, ale przede wszystkim cierpliwości, precyzji i pokory wobec procesu tworzenia.

Dziś, kiedy projektuję nowe kolekcje, czuję, że kontynuuję tę rodzinną formę przekazu. To dla mnie coś znacznie więcej niż tylko warsztat – to żywe dziedzictwo. Pięknym tego przykładem była kolekcja „Janine”, którą dedykowałam mojej zmarłej babci. Szydełko stało się tam symbolem pamięci i wdzięczności. Ta kolekcja była dla mnie osobistym hołdem, ale też manifestem tego, że tradycja może być nowoczesna, silna i niezwykle stylowa we współczesnym świecie. Choć z biegiem lat wypracowałam własną, unikatową formę ekspresji, ten fundament i szacunek do rzemiosła wyniosłam właśnie z domu.

Dlaczego wybrała Pani akurat tę technikę?

Marika Kołonowicz: Wybrałam szydełko, ponieważ daje mi ono absolutną wolność formy, której nie zastąpi żadna maszyna. To technika, która pozwala mi dosłownie rzeźbić sylwetkę, budować struktury przestrzenne i tworzyć ubrania bez szwów, bezpośrednio z motka przędzy. W świecie zdominowanym przez masową, przyspieszoną produkcję, szydełkowanie jest dla mnie świadomym aktem uważności. Wierzę w ogromną wartość czasu w procesie twórczym – to właśnie on nadaje projektom duszę i unikalną fakturę, której nie da się skopiować.

Wybór tej techniki to także element budowania mojego autorskiego języka projektowego, co zostało dostrzeżone i docenione podczas finału Designers Play Sustain 2025. To właśnie tam wydarzyła się prawdziwa magia: połączyłam tradycyjne rzemiosło z nowoczesnym myśleniem o modzie i… sztuczną inteligencją.

Efektem tego niezwykłego dialogu tradycji z technologią była finałowa kreacja zaprezentowana w Muzeum POLIN w Warszawie. Dla mnie to dowód na to, że stare techniki nie muszą być muzeum, mogą być fundamentem dla najbardziej innowacyjnych rozwiązań. Szydełko w moim wydaniu to manifest: połączenie ręcznej precyzji, dziedzictwa i przyszłości.

Marika Kołonowicz kobieta w kolorowym fantazyjnym stroju zrobionym na szydełku na tle obrazu kosmosu

Na czym polega łączenie rzemiosła z AI w Pani twórczości?

Dla mnie to spotkanie dwóch fascynujących światów – pamięci i przyszłości. Rękodzieło niesie w sobie historię i dotyk ludzkiej ręki, natomiast sztuczna inteligencja otwiera przestrzenie wyobraźni, które do tej pory były nieosiągalne. Połączenie to prawdziwie wybuchowy miks, który pozwala mi tworzyć nową jakość w branży.

Najlepszym dowodem na to jest mój nowy projekt cyfrowy „Aria Mission – 01”. Nie jest to klasyczna linia ubrań, ale eksperyment na styku technologii i rzemiosła, osadzony w estetyce Craft + Space-Tech. Każda z tych wirtualnych sylwetek została zaprojektowana z ogromną dbałością o proporcje i strukturę, stanowiąc nowoczesną, futurystyczną interpretację energii. To pierwszy rozdział mojej cyfrowej ekspansji – manifest estetyki AI w modzie autorskiej, gdzie wizja wyprzedza fizyczną produkcję.

Chcę jednak podkreślić, że AI w mojej twórczości jest tylko i aż pomocnikiem, ale nigdy nie zastępcą. To ja, jako projektantka, nadaję tym formom ostateczny kształt i dynamikę. Technologia pozwala mi budować i testować najbardziej śmiałe koncepcje, zanim powstanie fizyczny prototyp, ale sercem projektu zawsze pozostaje rzemieślnicza intuicja. „Aria Mission – 01” to dla mnie kierunek rozwoju w stronę projektowania przyszłości, gdzie tradycyjne know-how spotyka się z nieograniczonymi możliwościami algorytmów. Generowanie tych wyjątkowych sylwetek to dopiero początek – ta innowacyjność mnie fascynuje i już teraz planuję przenosić te spektakularne, wirtualne wizje do rzeczywistości. To swoisty manifest tego, że rzemiosło i nowoczesność mogą współistnieć, tworząc coś absolutnie unikatowego.

Marika Kołonowicz kobieta w kolorowym fantazyjnym stroju zrobionym na szydełku na tle obrazu kosmosu

Jakie narzędzia cyfrowe Pani wykorzystuje?

Marika Kołonowicz: Mój codzienny workflow opieram na sprawdzonych rozwiązaniach, które najlepiej odpowiadają mojej estetyce. W procesie koncepcyjnym najchętniej sięgam po ChatGPT Plus, Google Gemini oraz Copilot (Bing) – to one pomagają mi krystalizować idee i budować fundamenty kolekcji. Prawdziwa magia dzieje się jednak na platformie The New Black AI, która pozwala mi nie tylko generować unikatowe sylwetki, ale przede wszystkim wprowadzać je w ruch, co jest kluczowe dla dynamiki moich projektów.

Jako osoba zawodowo zajmująca się tym obszarem, stale śledzę dynamiczny rozwój rynku i technologii. Choć w mojej autorskiej pracy skupiam się na wybranych narzędziach, widzę ogromny potencjał w innych rozwiązaniach, które śmiało mogę polecić. Mam tu na myśli Midjourney, cenione w branży za estetyczny pazur i jakość artystyczną, czy Adobe Firefly, który oferuje świetną kontrolę w pracy z profesjonalną grafiką. Środowisko artystyczne bardzo dynamicznie adaptuje też modele takie jak Leonardo.ai czy Ideogram, które otwierają kolejne drzwi w projektowaniu wizualnym.

Takie podejście pozwala mi na niesamowitą ekspresję bez generowania odpadów. Technologia drastycznie skraca etap koncepcyjny i umożliwia eksplorację setek wariantów bez konieczności tworzenia fizycznych próbek. To fundament mojego zrównoważonego podejścia, ograniczam marnowanie materiałów, a jednocześnie przesuwam granice własnej kreatywności. W świecie @marikodesignpl te cyfrowe rozwiązania to po prostu nowoczesne igły i nitki, którymi szyję projekty przyszłości.

Marika Kołonowicz kobieta w kolorowym fantazyjnym stroju zrobionym na szydełku na tle obrazu kosmosu

Czy AI pomaga projektantom mody, czy stanowi dla nich zagrożenie?

Marika Kołonowicz: Uważam, że sztuczna inteligencja nie stanowi zagrożenia dla twórców, którzy mają własną tożsamość. Zagrożeniem może być jedynie dla tych, którzy budują swoją markę wyłącznie na kopiowaniu trendów i powtarzalności – tam technologia rzeczywiście może ich wyprzedzić. Jeśli jednak projektant jest wierny swojej wizji, technice i przekonaniom, AI staje się dla niego potężnym wsparciem i rozszerzeniem warsztatu.

Kluczem jest to, aby nie dać się zmanipulować technologii, lecz umiejętnie nią sterować na korzyść własnej twórczości. W moim przypadku, przy kolekcji „Aria Mission – 01”, AI było pomocnikiem, pozwoliło na błyskawiczne zwizualizowanie moich wyobrażeń. To, co kiedyś wymagało dni pracy, teraz mogę zobaczyć w kilka sekund, co pozwala mi na znacznie szybszą selekcję i dopracowywanie koncepcji.

Pamiętajmy jednak, że AI pomaga analizować i komunikować wizję, ale ostatnie zdanie zawsze należy do człowieka. Technologia może wyprowadzić projektanta na szersze wody, ale to nasze emocje, doświadczanie materiału i rzemieślnicza intuicja nadają modzie duszę. Sztuczna inteligencja to nowoczesne narzędzie, które w rękach artysty staje się bramą do innowacji, a nie konkurencją.

Marika Kołonowicz kobieta w kolorowym fantazyjnym stroju zrobionym na szydełku na tle obrazu kosmosu

Wspomniała Pani o zrównoważonym projektowaniu. Czym dla Pani jest moda cyrkularna?

Marika Kołonowicz: Moda cyrkularna to dla mnie przede wszystkim odpowiedzialność i szacunek do wartości, które jako projektantka wyniosłam z domu rodzinnego i które dziś stanowią fundament mojego podejścia do twórczości. W świecie zdominowanym przez pośpiech i masową produkcję, ten nurt jest manifestem ponadczasowości. To tworzenie z myślą o tym, by ubiór miał siłę przetrwać lata, a nie tylko jeden sezon.

Dziś coraz częściej dostrzegamy, że nadmiar i niska jakość są szkodliwe nie tylko dla otoczenia, ale i dla nas samych. W swoich pracach kładę ogromny nacisk na szlachetność surowców. Noszenie syntetycznych materiałów, takich jak akryl czy poliester, wiąże się z bezpośrednim kontaktem skóry z mikroplastikiem, co nie pozostaje bez wpływu na nasz organizm i układ odpornościowy. Dlatego wybieram naturalne przędze i ręczne wykonanie. Moje prace nie są produktami na chwilę – to obiekty z duszą, które niosą historię i konkretny przekaz.

Jestem przekonana, że takie podejście, to jedyna słuszna droga. Musimy pamiętać, że trendy przemijają, ale to, co z nami zostaje, to styl. A prawdziwy styl budują ubrania, które potrafią przetrwać próbę czasu i pozostawać w obiegu przez pokolenia, nie tracąc na swojej wyjątkowości. Wierzę, że luksusem przyszłości będzie właśnie autentyczność, głęboka świadomość procesu tworzenia oraz mądrość podejmowania wyborów.

Co Pani, jako projektantce, przyniosło wejście do finału konkursu Designers Play Sustain 2025?

Marika Kołonowicz: Udział w finale był przede wszystkim momentem ważnej weryfikacji mojej drogi twórczej. To potwierdzenie, że łączenie rzemiosła, autentycznych emocji i nowych technologii ma głęboki sens w szerszym, branżowym kontekście. Finał przyniósł mi nie tylko ogromną dawkę nowej energii, ale także bezcenne doświadczenie i nowe, inspirujące znajomości.

Miałam zaszczyt uczestniczyć w licznych panelach oraz wykładach prowadzonych przez wybitnych specjalistów z zakresu projektowania, strategii oraz marketingu mody. Pozwoliło mi to spojrzeć na moją twórczość z jeszcze szerszej perspektywy i umocniło mnie w przekonaniu, w jakim kierunku chcę podążać.

Jednak najbardziej wyjątkowym momentem była możliwość zaprezentowania efektów mojej pracy na wybiegu w Muzeum POLIN w Warszawie. Pokazanie tam koncepcji opartej na wizji AI, a zarazem jej fizycznego odwzorowania, było dla mnie wielkim zaszczytem. To wydarzenie uświadomiło mi, jak wielki potencjał drzemie w dialogu tradycji z nowoczesnością. Z tego miejsca chciałabym serdecznie podziękować całemu zespołowi Fundacji Play Sustain za tak profesjonalną organizację przebiegu całego wydarzenia – to inicjatywa, która realnie otwiera drzwi do nowych, fascynujących możliwości w świecie mody.

Marika Kołonowicz kobieta w kolorowym fantazyjnym stroju zrobionym na szydełku na tle obrazu kosmosu

Jak widzi Pani modę w 2050 roku?

Marika Kołonowicz: Moim zdaniem moda w 2050 roku będzie obszarem wielkich kontrastów. Z jednej strony wciąż będziemy mierzyć się z dominacją fast fashion i pogonią za trendem, bo ta dynamika jest silnie zakorzeniona w naturze konsumpcji. Z drugiej strony jednak, potęga mody cyrkularnej będzie systematycznie rosła, stając się fundamentem dla osób szukających czegoś więcej niż tylko nowości.

Przyszłość widzę w rozwiązaniach, które nazywam „technologicznym powrotem do źródeł”. Będziemy świadkami fascynujących eksperymentów z inteligentnymi materiałami, które będą w pełni współgrać z ludzkim organizmem. Mam tu na myśli ubrania, które oddychają razem z nami, wykonane z naturalnych, szlachetnych włókien, bezpiecznych dla skóry i zdrowia. To będzie moda „przekombinowana” w najlepszym tego słowa znaczeniu, zaprojektowana tak precyzyjnie, by jak najlepiej służyłą dobrostanowi człowieka.

W 2050 roku proces twórczy będzie z pewnością wspierany przez sztuczną inteligencję, która pozwoli nam udoskonalać formy i tworzyć rzeczy unikatowe, a jednocześnie ponadczasowe. Jednak to, co najcenniejsze, pozostanie niezmienne, będziemy coraz chętniej sięgać po projekty, które niosą historię, dziedzictwo i są dowodem na realny wkład czasu włożony w ich wykonanie. Emocjonalny kontekst ubioru i szacunek dla rzemiosła staną się najwyższą wartością w świecie pełnym technologii. Choć przed nami długa droga, by ogół zrozumiał wyższość jakości nad ilością, wierzę, że innowacyjność połączona z tradycją ostatecznie wyznaczy nowy standard luksusu.

Jak w tej już niedalekiej przyszłości będzie wyglądała polska ulica?

Marika Kołonowicz: Obserwując dzisiejszą polską ulicę, szczególnie w okresach jesienno-zimowych, trudno nie zauważyć, że wciąż dominuje na niej bezpieczna czerń, szarość i brąz. Moją wizją niedalekiej przyszłości jest przełamanie tego schematu. Widzę ulicę odważną, różnorodną i przede wszystkim pełną kolorów, które mają przecież ogromną moc wpływania na nasz nastrój i energię.

Wierzę, że polska ulica stanie się przestrzenią dialogu, w której przestaniemy bać się eksperymentów z formą i fakturą. Coraz więcej osób, zmęczonych powtarzalnością masowej produkcji, zacznie szukać unikatowości w atelier rodzimych twórców. To właśnie tam można odnaleźć projekty z duszą i historią, które są alternatywą dla zalewu taniej odzieży.

W tym procesie widzę swoją rolę jako projektantki, która łączy dwa bieguny. Z jednej strony mamy szacunek dla rzemiosła i tradycji, które celebruję w kolekcji stworzonej na cześć mojej babci, „Janine”. Z drugiej futurystyczną innowacyjność, którą eksploruję w projekcie „Aria Mission – 01”. Połączenie tych dwóch światów: ręcznej precyzji z przeszłości i możliwości, jakie daje sztuczna inteligencja, tworzy nową, spektakularną jakość. Polska ulica przyszłości, o jakiej marzę, jest charyzmatyczna, pewna siebie i świadoma swojej tożsamości. To miejsce, gdzie „powrót do korzeni” spotyka się z technologią jutra.