top
Wydarzenia:

Jolanta Herma-Pasińska: „Ceramika to dla mnie magia kreowania”

Jolanta Herma-Pasińska w rozmowie o wolności twórczej, ryzyku wpisanym w pracę z ceramiką, współpracy z Fine Art Gallery Art of Ceramics, pobycie w duńskim Guldagergaard, relacji artysty z materiałem i o tym, dlaczego wcale nie trzeba cierpieć, żeby tworzyć dobrą sztukę.

14
Jolanta Herma-Pasińska kobieta za szybą, przed szybą rzeźby

Jolanta Herma-Pasińska od ponad dwóch dekad pracuje z gliną, ale właśnie teraz – jak mówi – znalazła się w jednym z najlepszych momentów swojego artystycznego życia. Coraz śmielej wychodzi poza sale galerii, tworzy monumentalne ceramiczne rzeźby przeznaczone do ogrodów i przestrzeni publicznych. Z artystką Iwona Ławecka-Marczewska rozmawiała podczas organizowanego przez Fine Art Gallery Art of Ceramics Letniego Popołudnia ze Sztuką w Uroczysku Siedmiu Stawów.

Iwona Ławecka-Marczewska: W jakim momencie swojej twórczej drogi rozpoczęła pani współpracę z Fine Art Gallery Art of Ceramics? Co dla pani oznaczało spotkanie z Anną Gendaj?

Jolanta Herma-Pasińska: Spotkałam panią Annę prawie dwa lata temu, a współpracujemy niespełna półtora roku. Jestem więc najmłodszą stażem członkinią naszego zespołu artystów. Jednocześnie od 26 lat zajmuję się ceramiką, więc było to spotkanie na etapie trwającej od wielu lat pracy twórczej.

Zmieniło jednak bardzo dużo w moim życiu, ponieważ tutaj właściwie po raz pierwszy mogę w stu procentach robić to, co chcę. Po ukończeniu Akademii Sztuk Pięknych postanowiłam, że będę żyć z ceramiki. Na uniwersytecie pracuję dopiero od pięciu lat, wcześniej przez dwadzieścia lat utrzymywałam się z własnej twórczości, a to czasami wymaga kompromisów. Współpracując z klientami, dostawałam wiele sugestii i musiałam się do nich w pewnym stopniu dostosowywać.

Teraz z jednej strony pracuję na Uniwersytecie Śląskim, dzięki czemu mam na co dzień kontakt ze studentami i środowiskiem artystycznym, a z drugiej – w swojej własnej twórczości, dzięki współpracy z Fine Art Gallery Art of Ceramics, otrzymałam ogromną swobodę. Nie ma nacisku na to, co powinnam robić ani jak moje prace powinny wyglądać. Mogę po prostu tworzyć to, co mi w duszy gra.

Od dawna zmierzałam też w stronę dużej rzeźby, również takiej, którą można eksponować na zewnątrz. W galeriach często brakowało dla takich obiektów miejsca. Tutaj przestrzeń jest właściwie nieograniczona. Ogrody wokół zamku są niezwykle inspirujące.

Po raz pierwszy mam świadomość, że jakąkolwiek monumentalną rzeźbę ogrodową zaprojektuję, może ona znaleźć odpowiednie miejsce ekspozycji. To dla mnie wspaniała perspektywa, bo moje działania artystyczne od dawna zmierzały właśnie w tym kierunku.

Oczywiście zaczynałam od mniejszych form. Jeśli po studiach człowiek chce utrzymywać się wyłącznie ze sztuki, nie może od razu założyć: zrobię monumentalną rzeźbę i na pewno ją sprzedam. Odbiorcy również muszą do tego dojrzeć. Problemem był jednak przede wszystkim brak odpowiednich miejsc do prezentowania wielkogabarytowych obiektów w polskich galeriach. Tutejsza przestrzeń daje zupełnie inne możliwości. To chyba największa wartość tej współpracy: mogę tworzyć bez ograniczeń, realizować zamierzenia, uwalniać wyobraźnię. W sensie formalnym nic mnie już nie ogranicza.

Iwona Ławecka-Marczewska: Niedawno uczestniczyła pani w rezydencji artystycznej w Danii. Jak na twórcę wpływa praca w nowym środowisku, z innymi artystami, możliwość całkowitego skoncentrowania się na sztuce?

Jolanta Herma-Pasińska: Taka rezydencja jest niezwykle inspirująca. Przez 24 godziny na dobę ma się kontakt z artystami o bardzo różnych doświadczeniach. To szczególnie ważne w ceramice, bo jest ona tak szeroką dziedziną, że właściwie nie da się być ekspertem od wszystkiego. Każdy twórca w pewnym momencie wybiera własną ścieżkę i specjalizuje się w określonych technikach.

Spędziłam miesiąc w Guldagergaard – International Ceramic Research Center w Skælskør w Danii. Centrum jest przygotowane na pobyt dziesięciu artystów. Przyjeżdża się tam i dostaje klucz do wszystkiego: magazynów pełnych najróżniejszych glin, szkliw i całego zaplecza technologicznego.

Dla mnie szczególnie ważne były gliny szamotowe, ponieważ głównie z nimi pracuję. Mogłam wybierać spośród wielu rodzajów – o różnych kolorach, strukturach i zawartości szamotu. Ogromne wrażenie robi również różnorodność pieców. A sposób wypalania ma przecież duży wpływ na ostateczny efekt pracy ceramika.

Osoby pracujące w centrum są bardzo dobrymi artystami, absolwentami uczelni z różnych krajów. Powstaje niesamowita mieszanka doświadczeń artystycznych z Europy i innych części świata. W czasie mojego pobytu były tam między innymi dwie artystki ze Stanów Zjednoczonych.

Pracowaliśmy w różnych technikach. Każdy robił swoje, ale cały czas ze sobą rozmawialiśmy. Pracownie mają formę otwartych boksów, więc nie da się całkowicie odizolować od innych – i bardzo dobrze. W każdej chwili można zobaczyć, co robią pozostali.

Najważniejsze jest jednak to, że zostajemy odseparowani od codziennych problemów i obowiązków. Rozmawiałam o tym również z innymi artystami i wszyscy byli zachwyceni tym czasem przeznaczonym wyłącznie na twórczość i rozmowy o sztuce. To okres w stu procentach nasycony sztuką. Nic go nie zakłóca.

Jolanta Herma-Pasińska rzeźba w ogrodzie

Iwona Ławecka-Marczewska: Miesiąc to dużo, czy mało, w pracy ceramika?

Jolanta Herma-Pasińska: Bardzo mało. Typowa rezydencja trwa tam cztery tygodnie, a w przypadku ceramiki trzeba pamiętać o technologii. Rzeźba wykonana z gliny musi najpierw wyschnąć, co zajmuje kilka dni, później dochodzą dwa wypały. Sam czas przeznaczony na tworzenie i lepienie jest krótki.

Dlatego planuję tam wrócić. Różnorodność materiałów jest ogromna. Miałam do dyspozycji między innymi skandynawskie gliny i gliny z Wielkiej Brytanii, trochę inne od tych, z którymi pracuję na co dzień. Musiałam najpierw je poznać.

Wypróbowałam siedem rodzajów gliny i zrobiłam siedem prac. To był bardzo skondensowany czas. W pierwszym okresie, przeznaczonym na lepienie, pracowałam siedem dni w tygodniu, od rana do wieczora, właściwie tylko z przerwami na jedzenie. Nie mogłam się opanować. Dopiero kiedy zakończyłam ten etap, znalazł się czas na oddech i poznawanie miejsca. Pojechałam między innymi do CLAY Museum of Ceramic Art Denmark w Middelfart. Wcześniej stosunkowo niewiele wiedziałam o duńskiej ceramice, a muzeum ma wspaniałe zbiory.

Początkowo jechałam do Guldagergaard z zamiarem stworzenia jednego większego obiektu. Kiedy jednak zobaczyłam, że wszystkie dostępne materiały są dla mnie nowe, uznałam, że najpierw powinnam sprawdzić ich możliwości.

Moje prace są wymagające konstrukcyjnie i często ryzykowne technologicznie. Tworzę duże formy, które perforuję. Zestawiam gładkie, pełne powierzchnie z ażurowymi ściankami. Podczas suszenia i wypału glina kurczy się o około 8–12 procent, dlatego musi być odpowiednio dobrana, żeby wytrzymać powstające napięcia. Ażur schnie szybciej, duże pełne powierzchnie wolniej i na styku tych dwóch struktur mogą pojawić się pęknięcia.

Dlatego niesprawdzony materiał trochę mnie powstrzymał przed realizacją dużej pracy. Ostatecznie okazało się jednak, że gliny są znakomite. Nie miałam żadnych problemów ani podczas suszenia, ani podczas wypałów w bardzo wysokich temperaturach. To kolejny powód, dla którego chcę tam wrócić. Teraz już wiem, że są to materiały doskonałe do dużych prac i następnym razem mogę pojechać z konkretnym, większym projektem.

Iwona Ławecka-Marczewska: Praca z ceramiką zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem. Co dzieje się, kiedy rzeźba pęka albo odkształca się podczas wypału? Próbuje pani ją ratować czy odrzuca?

Jolanta Herma-Pasińska: To zależy od tego, co się wydarzy. W przypadku rzeźby nie mam takich ograniczeń jak w ceramice użytkowej. Jeśli robimy wazon, musi być szczelny. Rzeźba nie musi spełniać takiego wymogu.

Czasami pęknięcie może zadziałać na korzyść pracy. Staje się wartością dodaną, opowiada o tym, jak zachowuje się materiał. Podobnie jest z niewielkimi deformacjami czy przesunięciami elementów. To cały czas jest ceramika – współpraca człowieka i materiału. Nigdy nie mamy nad nim stuprocentowej kontroli.

Oczywiście pewne rzeczy można już po wypale wyretuszować, naprawić czy przeszlifować. Dużo pracuję z elektronarzędziami, ponieważ dopasowywanie elementów dużych rzeźb bywa skomplikowane.

Na co dzień mam do dyspozycji piec o wysokości około metra, dlatego wszystkie większe obiekty muszę wykonywać z części, które później łączę na stałe albo konstruuję tak, by można je było rozkładać. Duży skurcz gliny sprawia, że pojawiają się czasem niewielkie deformacje obwodu i poszczególne części po wypale nie pasują już do siebie idealnie. Wtedy wewnętrzne kołnierze czy elementy konstrukcji trzeba szlifować i dopasowywać.

W ceramice wraz ze wzrostem skali rośnie ryzyko i liczba problemów technologicznych. Stosowałam też rozwiązania konstrukcyjne, które istniały tylko na czas wypału. Jeśli wiedziałam, że forma jest bardzo ażurowa i przez to osłabiona, wypalałam ją z dodatkowymi żebrowaniami, a później usuwałam je z gotowej pracy.

Dużo da się poprawić, ale oczywiście zdarza się także, że po wypale patrzę na pracę i odkładam ją gdzieś w kącie pracowni z myślą: zobaczymy, może kiedyś do niej wrócę.

Szczególnie kiedy wprowadzam nową, bardziej ryzykowną, technikę czy rodzaj ażuru, muszę wykonać kilka eksperymentów, żeby dopracować sposób lepienia i suszenia. Pracuję ponad dwadzieścia lat, więc trochę takich „nieudanych” obiektów się uzbierało. Chociaż właściwie nie nazwałabym ich nieudanymi. To nieuniknione etapy dochodzenia do określonego sposobu pracy z gliną. Są śladem nauki.

Iwona Ławecka-Marczewska: Dlaczego wybrała pani ceramikę? Czy myślała pani o rzeźbieniu w innym materiale?

Jolanta Herma-Pasińska: Pewna różnica między klasyczną rzeźbą a ceramiką jest dla mnie bardzo istotna. W ceramice biorę grudę ziemi, grudę gliny i tworzę z niej coś. Jest w tym magia kreowania.

W klasycznej rzeźbie, kiedy pracujemy w kamieniu czy drewnie, często działamy poprzez odejmowanie. Trzeba wziąć ostre narzędzie i usuwać materiał, żeby wydobyć z niego pożądany kształt. Oczywiście nie ma w tym nic złego, ale mnie bardziej odpowiada akt kreacji – poczucie, że z czegoś bezkształtnego tworzę formę.

Fascynuje mnie też szlachetność gliny i możliwości jej zdobienia. Szkliwa, ich kolor, głębia, przenikanie się poszczególnych warstw – to wszystko daje niezwykle szerokie pole działania.

Jestem zdziwiona, że po tylu latach ceramika wciąż mnie nie nudzi. Wręcz przeciwnie. Cały czas widzę kolejne ścieżki, które można eksplorować. Ceramika jest dla mnie nieustającym źródłem inspiracji.

Łączy w sobie wiele dziedzin. Jest formą przestrzenną, ale jest w niej również malarstwo i kolor. W klasycznej rzeźbie kolor oczywiście też istnieje, ale funkcjonuje na trochę innych zasadach. W ceramice mamy jeszcze tę specyficzną alchemię – mieszanie i przenikanie się szkliw, efekty powstające w piecu. To jedna z jej największych wartości.

Jolanta Herma-Pasińska rzeźba w ogrodzie

Iwona Ławecka-Marczewska: W jakim kierunku chce pani teraz rozwijać swoją twórczość?

Jolanta Herma-Pasińska: Zdecydowanie w stronę wielkogabarytowych rzeźb przeznaczonych do przestrzeni zewnętrznych. Współpracuję z Fine Art Gallery dopiero od niespełna półtora roku, a możliwości rozwijania zamierzeń, które miałam właściwie od zawsze, są tutaj ogromne.

Chciałabym tworzyć obiekty prezentowane nie tylko w prywatnych ogrodach, lecz także w przestrzeni publicznej. Mamy takie plany i mam nadzieję, że uda się je zrealizować. W Polsce wciąż wyczuwam pewien opór czy obawę przed umieszczaniem ceramicznych obiektów w przestrzeniach publicznych, podczas gdy za granicą można je spotkać w wielu miejscach.

Niestety z pewnym ryzykiem dla mojego kręgosłupa niesie mnie więc coraz bardziej w stronę dużych formatów. Oczywiście nie każda praca musi być olbrzymia, ale badanie możliwości ceramiki w coraz większej skali jest moim największym konikiem.

Bardzo interesuje mnie również relacja rzeźb z naturalnym światłem. W galerii mamy światło sztuczne, ustawione i dopasowane do obiektu. Rzeźba wygląda więc właściwie zawsze podobnie. Kiedy znajdzie się w parku czy ogrodzie, zmienia się w zależności od godziny, pogody i pory roku.

Szczególnie interesująco zachowują się prace pokryte szkliwami. Szkliwo ma głębię i zupełnie inaczej łapie światło w różnych warunkach. Dzięki temu obiekt staje się bardziej żywy.

Większość prac szkliwię i właściwie nigdy nie jest to jedna warstwa. Nakładam kilka warstw na siebie, dzięki czemu powierzchnia zmienia się zależnie od światła. To jest dla mnie wspaniałe – taka rzeźba się nie opatrzy, ona cały czas żyje.

Iwona Ławecka-Marczewska: Jest pani związana z Uniwersytetem Śląskim. Co działalność dydaktyczna wnosi do pani własnej twórczości?

Jolanta Herma-Pasińska: Na uniwersytecie pracuję od ponad pięciu lat. To dla mnie wspaniałe doświadczenie.

Moja droga jest trochę nietypowa. Zazwyczaj zdolni absolwenci zostają na uczelni jako
asystenci i pozostają z nią związani. Ja miałam około dwudziestu lat przerwy. Pracowałam wówczas we własnej pracowni.

Miało to bardzo dużo zalet, ale również jeden wielki minus: brak kontaktu z innymi twórcami i rozmów, które pobudzają wyobraźnię i pozwalają spojrzeć inaczej na własną pracę. Bardzo mi tego brakowało. Przebywałam sama w pracowni, później raz czy dwa razy w miesiącu jechałam z pracami do galerii i znowu wracałam. Cały czas byłam właściwie sama ze sobą.

Kontakt ze studentami okazał się niezwykle inspirujący. Młodzi ludzie, inne pokolenie, często zupełnie inne spojrzenie. Kiedy cały czas czerpiemy wyłącznie z siebie, w pewnym momencie nasze możliwości rozwoju stają się ograniczone. Kontakt z innymi otwiera nowe perspektywy.

Myślę też, że moja droga – najpierw wieloletnia praca we własnej pracowni i uczenie się poprzez doświadczenie, realizowanie różnych obiektów ceramicznych, mniejszych i większych – dobrze przekłada się dzisiaj na dydaktykę. Mogę studentom przekazać wiele konkretnych rad wynikających z teorii, ale także z rzeczywistych doświadczeń.

Jednocześnie praca na uczelni sprawia, że ma się mniej czasu na własną twórczość. Przez wiele lat poświęcałam jej sto procent swojego czasu i dzięki temu dużo się nauczyłam.

Teraz mam chyba idealny balans. Dwa dni spędzam na uczelni z młodymi ludźmi. Prowadzę również dyplomy ceramiczne, więc dyskutujemy o coraz bardziej złożonych i interesujących realizacjach. Pozostałe dni mogę spędzić w ciszy własnej pracowni.

Po intensywnym kontakcie ze studentami i współpracownikami zamykam się u siebie i tworzę swoje obiekty. To świetna równowaga. Kiedy po studiach wróciłam do rodzinnego Bielska i zaczęłam spędzać całe miesiące i lata samotnie w pracowni, właściwie tylko z radiem, brakowało mi ludzi. Teraz mam kontakt i jest on bardzo ożywczy. Wiele uczę się również od studentów. Gdy ma się dobrą relację z drugim człowiekiem, zawsze czerpią obie strony.

Cieszę się, że udało mi się tak pokierować swoim życiem. Mam teraz dobry okres: udało mi się połączyć własną twórczość, pracę dydaktyczną, kontakt z młodymi ludźmi i możliwość eksponowania dużych prac, o czym zawsze marzyłam.

Iwona Ławecka-Marczewska: To rzadkość, że artysta mówi wprost o byciu spełnionym.

Jolanta Herma-Pasińska: Wiem, że to może być trochę nietypowe. Szczęśliwa artystka! Jest przecież przekonanie, że artysta powinien cierpieć: biedny, nieszczęśliwy, niezrozumiany, może dopiero po śmierci ktoś go zauważy. Ja się w to nie wpisuję.

Moja sztuka nie niesie treści, które miałyby odbiorcę przygnębiać. Jest raczej poszukiwaniem balansu. Myślę, że artysta tworzy taką sztukę, jaką jest osobą, dlatego chciałabym wkładać w swoje prace pozytywną energię.

Oczywiście sztuka odnosząca się do aktualnych wydarzeń politycznych czy trudnych problemów współczesności jest bardzo istotna. Ja jednak koncentruję się raczej na emocjach i indywidualnym rozwoju, ponieważ uważam, że tylko szczęśliwi, spełnieni ludzie są w stanie zbudować lepszą rzeczywistość jutra. Nie dotykam smutnych tematów, którymi jesteśmy nieustannie bombardowani.

W świecie sztuki jest miejsce dla każdego. Te obszary pozostawiam innym. Ja – jako spełniona artystka – tworzę po swojemu.

Iwona Ławecka-Marczewska: Pytanie o inspiracje zwykle pada na początku rozmowy, ale myślę, że tym razem będzie idealnym dopełnieniem poruszonych tematów. Skąd czerpie pani natchnienie?

Jolanta Herma-Pasińska: Zbieram odłamki przeróżnych skał, zapisuję w głowie lub w aparacie obrazy skalnych żlebów, kryształów górskich, zmurszałych drzew, czy porowatej rafy, a następnie przenoszę je na fragmenty moich rzeźb kontrastując to z prostymi, geometrycznymi kształtami, idealnie gładkimi powierzchniami i perfekcyjnie dopracowanymi liniami form.

Często więc wychodzę od prostoty i geometrii, ale w trakcie pracy „wpuszczam” w moje rzeźby wspomnienie przyrody wyrażone interesującą fakturą, którą często uzyskuję przy użyciu na przykład gałęzi czy fragmentów kory przyniesionych wprost z lasu.

Uważam, że piękno tkwi zarówno w prostocie geometrii, która jest dla mnie symbolem nowoczesności, jak i w naturalnej swobodzie organicznych form, a to co mnie najbardziej interesuje, to badanie relacji między nimi.

Ten niezwykle inspirujący, budujący napięcie kontrast jest symbolem poszukiwania balansu pomiędzy tym co narzucone, ściśle określone, w co musimy się wpasować w naszej współczesnej rzeczywistości, a tym co wytęsknione – pragnieniem powrotu do natury.

Lubię, gdy przez perforowane fragmenty moich rzeźb przenika naturalne światło, inne o każdej porze dnia i roku.

Jolanta Herma-Pasińska portret kobiety przy rzeźbie w ogrodzie

Jolanta Herma-Pasińska

Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Dyplom z zakresu ceramiki obroniła w 2000 roku w pracowni prof. Krystyny Cybińskiej i prof. Przemysława Lasaka, aneks z malarstwa w pracowni prof. Wandy Gołkowskiej. W 2020 roku uzyskała tytuł doktora w Instytucie Sztuki Uniwersytetu Śląskiego, gdzie pracuje na stanowisku adiunkta. Uczestniczyła w ponad sześćdziesięciu wystawach w Polsce, Niemczech, Austrii, Słowacji, Hiszpanii, Portugalii, Chorwacji, Włoszech i Belgii.

Najważniejsze wystawy:
2026 – 6 Internationaler Keramikpreis Siegburg, Stadtmuseum Siegburg, Niemcy
2025 – Fine Art Gallery Art of Ceramics, „W drodze”, wystawa indywidualna, Wrocław / Gola Dzierżoniowska, Polska
2025 – XXXII Concorso di Ceramica Contemporanea „Mediterraneo”, Grottaglie / Museo della Ceramica, Włochy
2024 – CICA 42, International Ceramics Biennale, Museo de Ceramica de L’Alcora, Hiszpania
2023 – FRESH LEGS, BERLIN 2023, pokonkursowa wystawa międzynarodowa „FRESH LEGS”, INSELGALERIE, Berlin, Niemcy
2023 – XXX Concorso di Ceramica Contemporanea „Mediterraneo”, Grottaglie / Museo della Ceramica, Włochy
2023 – International Glass & Ceramic Biennial, Cultural Community Centre „Den Breughel” Haacht, Belgia
2021/2022 – International Ceramics Biennale, Aveiro, Portugalia
2021 – 10 Bienal Internacional de Cerámica Ciutad de Talavera, Hiszpania
2017 – Instytut Polski w Bratysławie, wystawa ZPAP okręgu bielskiego, Słowacja
2011 – International Biannual of Ceramics, Kapfenberg, Austria
2011 – Galeria Miejska, wystawa pokonkursowa „Sonata Ceramiczna”, Zakopane, Polska
2000 – Galeria Szkła i Ceramiki, wystawa dyplomowa, Wrocław, Polska
Stypendia i nagrody:
1999 – stypendium Ministra Kultury i Sztuki
2011 – Ogólnopolski konkurs „Sonata ceramiczna” – Grand Prix
2011 – International Biannual of Ceramics | Kapfenberg, „Inside out ”– wyróżnienie
Prace w zbiorach:
Muzeum Historyczne w Bielsku – Białej / Polska
Muzeum Śląskie w Katowicach / Polska
Ethnographic Museum in Talaverna / Hiszpania
Grottaglie / Museo della Ceramica / Włochy
Museum in Aveiro/ Portugalia
Museo de Ceramica de L’Alcora / Hiszpania

Zdjęcia: Grzegorz Stadnik / serwis prasowy Fine Art Gallery Art of Ceramics