Janina Myronova: „Tworzę swój świat i chcę, żeby inni też dobrze się w nim odnajdywali”
Janina Myronova opowiada o uniwersalności swoich ceramicznych postaci, budowaniu własnego artystycznego świata, potrzebie pracy w coraz większej skali i chęci zmierzenia się z brązem. Zastanawia się też, czy nadejdzie moment, w którym zrezygnuje z koloru i pozwoli przemówić samej rzeźbiarskiej formie.
8
Janina Myronova w ciągu zaledwie roku zdobyła kilka ważnych nagród i wyróżnień, prezentowała swoje rzeźby w Stanach Zjednoczonych i Europie, pracowała w Alfred University, wystawiała na Ceramic Brussels i przygotowała monumentalne realizacje na indywidualną wystawę na lotnisku w Filadelfii. Janina Myronova nie zwalnia tempa.
Sprawdzamy, co wydarzyło się w jej życiu artystycznym od naszego ostatniego spotkania w Uroczysku Siedmiu Stawów.
Iwona Ławecka-Marczewska: Spotykamy się ponownie po roku. Kiedy rozmawiałyśmy poprzednio, była pani w trakcie rezydencji w The Clay Studio w Filadelfii. Co wydarzyło się przez te dwanaście miesięcy?
Janina Myronova: To był bardzo intensywny rok. Kiedy co kilka miesięcy spotykamy się w The Clay Studio i rezydenci przedstawiają, co udało im się zrobić w tym czasie, śmieję się, że moja lista jest zawsze bardzo długa.
W tym roku zdobyłam cztery nagrody i wyróżnienia, które oczywiście dodały mi skrzydeł, ale były też konkretnym wsparciem finansowym. Zostałam nagrodzona na dużym biennale w Jingdezhen w Chinach – mieście nazywanym światową stolicą porcelany. Do konkursu zgłosiło się około 2500 osób, więc było to dla mnie ogromne wyróżnienie. Niestety nie mogłam pojechać na otwarcie wystawy.
Wydarzenie odbywało się w czasie międzynarodowej konferencji International Academy of Ceramics. Jestem członkinią tej organizacji i podczas związanej z konferencją wystawy również otrzymałam nagrodę dla młodej artystki. Kolejne wyróżnienie zdobyłam we włoskim Grottaglie. Dostałam też Honorable Mention Virginia A. Groot Foundation, o które aplikowałam już wcześniej. Fundacja wspiera rzeźbiarzy, więc bardzo mi na tym zależało. Co zabawne, trzy z tych wiadomości przyszły właściwie w ciągu jednego tygodnia. To był naprawdę niezwykły moment.
Niedawno wróciłam również z Alfred University. To jedno z najważniejszych miejsc związanych z edukacją ceramiczną w Stanach Zjednoczonych, z niezwykłą historią i fantastycznym zapleczem. Jest tam około pięćdziesięciu pieców, niektóre naprawdę ogromne, dzięki czemu można realizować projekty w skali, o której w innych miejscach trudno nawet myśleć.
Zostałam zaproszona latem jako artystka prowadząca open studio. Tworzyłam rzeźby, a uczestnicy mogli obserwować mój sposób pracy i technikę. Byłam również zaproszona jako „artysta demonstrujący” na dwie konferencje w Stanach. Przyjeżdżało na nie po kilkaset twórców, a ja byłam jedną z osób prezentujących swój proces kreacji. Publiczność mogła obserwować, jak pracuję, i na bieżąco zadawać pytania.
Dużo się więc wydarzyło również poza Filadelfią. Pokazywałam prace w Europie, między innymi na Ceramic Brussels, gdzie wystawiałam z Galerie du Passage z Paryża. Cały czas współpracuję także z Fine Art Gallery Art of Ceramics. Moje prace były pokazywane między innymi podczas Nocy Muzeów we Wrocławiu, a teraz przywiozłam kolejne na wystawę Letnie Popołudnie ze Sztuką.

Iwona Ławecka-Marczewska: Rzeczywiście rok sukcesów. A na jakim etapie jest wystawa, o której rozmawiałyśmy poprzednio – ekspozycja na lotnisku w Filadelfii?
Janina Myronova: Przygotowania są już bardzo zaawansowane. Skończyłam cztery rzeźby przeznaczone specjalnie na tę wystawę. Ekspozycja będzie prezentowana od listopada do czerwca na lotnisku w Filadelfii, w terminalu międzynarodowym. Jest tam bardzo duża przestrzeń i właśnie dlatego wybrałam to miejsce – mogę pokazać wielkoformatowe rzeźby.
Bardzo dobrze współpracuje się z lotniskiem. Mają doświadczenie w organizacji wystaw, współdziałają z firmą specjalizującą się w transporcie sztuki, wspierają artystów przygotowujących ekspozycje. Zasadą jest, że prezentują twórców związanych z Filadelfią, czyli przede wszystkim tam mieszkających. Początkowo kuratorka miała więc wątpliwości, czy mogę zostać zaproszona. Moja dyrektorka artystyczna z The Clay Studio powiedziała jednak: „Przecież Janina będzie mieszkała w Filadelfii trzy lata. Jest częścią Filadelfii”. I to przekonało organizatorów.
Iwona Ławecka-Marczewska: Ta wystawa jest dobrym pretekstem, żeby zapytać o odbiór pani dzieł. Prace pani autorstwa są prezentowane w bardzo różnych częściach świata i wszędzie wydają się być zrozumiałe. Co jest w nich tak uniwersalnego?
Janina Myronova: Często sama o tym myślę. Kiedy pokazuję swoje prace w Azji, tamtejsi odbiorcy czasem są przekonani, że przedstawione postaci są Azjatami. Dopatrują się określonych rysów twarzy, oczu. Kiedy moje rzeźby oglądają ludzie z Ameryki Południowej, też potrafią odnaleźć w nich coś własnego.
Myślę więc, że udało mi się w pewien sposób pokazać człowieka uniwersalnie. Każdy może w tych postaciach zobaczyć siebie. I chyba właśnie dlatego stosunkowo łatwo nawiązać z nimi relację. Nie twierdzę oczywiście, że dotyczy to każdego odbiorcy, ale mam poczucie, że wiele osób potrafi bardzo szybko połączyć moje historie ze swoim własnym doświadczeniem.

Iwona Ławecka-Marczewska: Wypracowała pani niezwykle wyrazisty i rozpoznawalny język artystyczny, bardzo różny od tego, co robią inni ceramicy. Nie korci panią czasami, żeby nagle wszystko porzucić i zrobić coś kompletnie innego?
Janina Myronova: Na razie nie, ale nigdy nie mówię „nigdy”. W każdym momencie może przecież wydarzyć się coś, co okaże się przełomowe.
Kiedyś w rozmowie koleżanka powiedziała mi, że tworzę taki „Janinowy świat”. I chyba rzeczywiście chcę dalej go budować. To jest świat, w którym mnie jest dobrze, i mam nadzieję, że inni ludzie również mogą się w nim odnaleźć. Jednocześnie cały czas chcę eksperymentować i rozwijać to, co robię. Mam kolejne marzenia i pomysły. Nie wydaje mi się jednak, abym musiała wymuszać zmianę. Myślę, że będzie przychodziła naturalnie razem z kolejnymi wyzwaniami, przed którymi stanę. To one będą mnie prowokowały do poszukiwania nowych rozwiązań.

Iwona Ławecka-Marczewska: „Janinowy świat” już się zresztą rozszerza. Robi pani biżuterię, wcześniej mówiła mi pani też o pracy 2D, na przykład o wzorach na tkaniny. Myśli pani o kolejnych mediach?
Janina Myronova: Tak. Ponieważ cały czas chcę pracować w coraz większej skali i mam nadzieję, że życie będzie mi podsuwało takie możliwości, bardzo dużo myślę ostatnio o brązie. Cały czas chodzi mi po głowie. Pozwoliłby mi wyjść w trochę inną przestrzeń i skalę.
Jednocześnie zastanawiam się, co wtedy zrobić z malarskością moich prac. Kolor i grafika są przecież bardzo ważną częścią tego, co robię.
Właściciel miejsca, w którym pracowałam podczas rezydencji we Francji, prowadzi również galerię w Paryżu, powiedział mi: „Janina, spróbuj nie robić grafiki na swoich rzeźbach. One są wystarczająco mocne, żeby istnieć po prostu jako formy”.
Zrobiłam wtedy eksperyment. Jedna z prac została właściwie całkowicie pozbawiona koloru i potraktowana wyłącznie rzeźbiarsko. W kolejnych kolor już powrócił. Czuję, że nie jestem jeszcze gotowa z niego zrezygnować. Ale być może nadejdzie taki moment przełomowy, kiedy poczuję: teraz chcę działać tylko formą. Wtedy brąz mógłby okazać się bardzo interesujący. Jednolitość koloru przestałaby być przeszkodą, bo to sama bryła stałaby się najważniejsza.
Iwona Ławecka-Marczewska: To rzeczywiście mógłby być ten wielki przewrót, o który pytałam. Brąz pewnie na moment zmyliłby odbiorców przyzwyczajonych do malowanych ceramicznych postaci. Ale mam poczucie, że same formy są już wystarczająco oddziałowujące i się bronią.
Janina Myronova: Jestem tego bardzo ciekawa. Dzisiaj są też zupełnie nowe możliwości technologiczne – skanowanie, powiększanie modelu, przenoszenie go do innego materiału. Mimo wszystko myślę, że nawet gdybym zaczęła pracować w brązie, punktem wyjścia nadal byłaby dla mnie glina.

Iwona Ławecka-Marczewska: Jest pani twórczynią, która raczej dodaje materiału, niż go odejmuje?
Janina Myronova: Zdecydowanie. Kiedy pracowałam kiedyś z drewnem i musiałam odejmować materiał, zupełnie mi to nie odpowiadało. Musiałam przestawić swój sposób myślenia. Bardzo zainteresowała mnie pod tym względem droga Simone Leigh, ceramiczki, która zaczęła pracować również w brązie. Dzisiaj technologia pozwala przecież wykonać niewielki model, zeskanować go i powiększyć. Ona jednak chciała najpierw wyrzeźbić w glinie pełnowymiarową formę, żeby naprawdę poczuć jej skalę. Myślę, że niezależnie od tego, w którą stronę pójdę, glina pozostanie dla mnie podstawą.
Kiedy projektuję swoje rzeźby, od razu widzę je przez pryzmat techniki, którą pracuję. Wałkuję płaty gliny, wycinam je, a następnie nakładam na siebie, zazębiam i łączę. Czuję, że forma moich rzeźb wyrasta właśnie z tego procesu, z faktury materiału i z właściwości gliny. Myślę po prostu ceramicznie.
Z ceramiką jestem związana od czternastego roku życia. Dzisiaj mam 38 lat, czyli pracuję z nią już 24 lata. To kawał życia. Przez taki czas człowiek staje się naprawdę mocno związany z materiałem.

Iwona Ławecka-Marczewska: Czy po 24 latach pracy, i mając tak duże doświadczenie, ma pani potrzebę przekazywania wiedzy innym? Pokazuje pani swoją technikę podczas konferencji i warsztatów, ale czy myśli pani również o regularnym nauczaniu?
Janina Myronova: W ciągu ostatnich czterech lat odwiedziłam już około dziesięciu uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych jako visiting artist. Najczęściej są to krótkie, dwu- lub trzydniowe wizyty, chociaż na jednej uczelni spędziłam tydzień. Jestem już zaproszona do kolejnych miejsc, więc cały czas obserwuję, jak funkcjonuje amerykański system edukacji artystycznej.
Bardzo miłe jest, że często to właśnie studenci wybierają artystę, którego chcieliby zaprosić w danym semestrze. Chcą poznać nie tylko jego sposób pracy, ale również dowiedzieć się, jak wygląda życie artysty po ukończeniu studiów. Ten moment przejścia ze szkoły do samodzielnej pracy jest przecież bardzo ważny.
Mam poczucie, że właśnie w taki sposób realizuję teraz potrzebę dzielenia się wiedzą. Nie jestem jednak jeszcze gotowa, żeby na stałe związać się z uczelnią i codziennie prowadzić zajęcia.
Myślę też trochę przewrotnie: im więcej doświadczeń jeszcze zbiorę, tym ciekawsza będę kiedyś dla studentów. Być może przyjdzie moment, kiedy będę chciała się zatrzymać i związać z jednym miejscem na dłużej. Nigdy nie mówię „nigdy”.
Na razie praktycznie co miesiąc mam warsztaty albo krótkie wizyty. Prowadzę zajęcia w The Clay Studio w Filadelfii, jadę niebawem do uniwersytetu w Georgii, później do San Francisco i do centrum ceramicznego w Montanie. Cały czas otrzymuję kolejne zaproszenia i jeszcze nie potrafię ich odrzucać, bo chcę zobaczyć wiele miejsc i poznać ludzi.
To zresztą nigdy nie jest jednostronne przekazywanie wiedzy. Ja dzielę się własnymi doświadczeniami, ale jednocześnie bardzo dużo uczę się od osób, które spotykam. To nieustanna wymiana – i właśnie ona jest dla mnie najciekawsza.
Zdjęcia: Grzegorz Stadnik / serwis prasowy Fine Art Gallery Art of Ceramics, Natalia Marczewska, archiwum prywatne artystki


