top
Wydarzenia:

Isola ceramics, czyli co robić, by nie musieć spełniać cudzych oczekiwań

Isola ceramics to pracownia ceramiczna nieopodal Brukseli prowadzona przez Agnieszkę Alończyk. Ceramiczka opowiada nam o szukaniu własnej ścieżki w życiu, przedmiotach autentycznych, fascynacji Picassem i zmęczeniu miastem.

5
Isola Ceramics - kobieta trzyma w ręce stertę ceramicznych talerzy
Agnieszka Alończyk z naczyniami swojego autorstwa, fot. serwis prasowy Isola ceramics

designdoc: Pracownię ceramiczną Isola ceramics prowadzi pani od stycznia tego roku. Dlaczego akurat w Belgii?

Agnieszka Alończyk: Po rocznym pobycie na Sycylii, wraz z córką i mężem, postanowiliśmy nie wracać do Warszawy ani żadnej innej aglomeracji i znaleźć dla nas miejsce kompatybilne z naszymi wartościami i stylem życia. Trafiło na Belgię, ponieważ mąż dostał tu pracę w swoim zawodzie, a mnie, dyplomowanej nauczycielce francuskiego, łatwo było założyć działalność. Mieszkamy na wsi, blisko Brukseli. Dwustupięćdziesięcioletni budynek, który kiedyś był pałacem myśliwskim, przekształciliśmy w oazę wege. Prowadzimy dom bardzo otwarty. Ciągle są u nas goście – na wspólnym gotowaniu i warsztatach ceramicznych. Śmiejemy się, że to nieformalna agroturystyka dla ludzi zmęczonych miastem, szukających spokoju, rozmów kontestujących rzeczywistość, szczęścia w małych rzeczach, które w pędzie codzienności trudno zauważać. Dla mnie te niespektakularne detale dnia codziennego są ważne i poczucie to postanowiłam przekuć w działalność rzemieślniczo-artystyczną.

designdoc: Jak to podejście do życia przekłada się na pani twórczość?

Agnieszka Alończyk: Uświadamiam ludziom, że mogą mieć w domu wyjątkowe przedmioty codziennego użytku, ze śladami palców, niedoskonałościami. Ich naturalny i prawdziwy charakter wyraża czyjąś historię, zapewnia kontakt z człowiekiem i jego przeżyciami, czego nie oferują bezosobowe naczynia z taśmy produkcyjnej. I właśnie te cechy przedmiotów, ich unikatowość, stanowią pretekst do skupienia się na wybranych momentach codzienności, pozwalają je celebrować, także z innymi.

Isola ceramics - formy ceramiczne w kształcie przypominającym wazony

designdoc: Proszę przybliżyć proces tworzenia prac. Jak powstają?

Agnieszka Alończyk: Każda wykonana jest ręcznie, bez użycia koła garncarskiego, z plastra gliny. Formy do odciśnięcia kształtu tworzę sama lub znajduję je w przedmiotach codziennego użytku. Każda rzecz jest potem suszona przez wiele dni, szlifowana, wypiekana w specjalnym piecu na tak zwany biskwit, ponownie szlifowana, następnie szkliwiona ręcznie różnymi metodami i wreszcie wypiekana w 1250 stopniach do postaci gresu. Przedmioty z rysunkami bądź nakrapiane są po nałożeniu dekoracji wypalane trzeci raz. Taki proces twórczy zapewnia niepowtarzalność każdej sztuki. W moim sklepie można znaleźć najczęściej pojedyncze egzemplarze, większe ilości tworzę na zamówienie.

designdoc: Szczególne znaczenie ma dla pani autentyczność tworzonych przedmiotów. Jak ją pani osiąga?

Agnieszka Alończyk: Autentyczność i unikatowość staram się pokazywać poprzez niedoskonałości. Cześć przedmiotu pozostawiam zawsze surową, aby widoczny był charakter gliny, jej kolor, tekstura. Zauważyłam, że mało kto wie, że to mogą być zupełnie różne materiały! Zależy mi na tym, by odbiorca miał kontakt z tymi materiałami.

designdoc: Nie specjalizuje się pani w ceramice jednego typu. Stawia pani na różnorodność.

Agnieszka Alończyk: Aktualnie mam w ofercie sporo talerzy i miseczek, ale robię także kubki, elementy ozdobne, takie jak stojaki na świece, wazy, osłony na doniczki. Lubię tworzyć zarówno ceramikę użytkową jak i dekoracyjną. Podoba mi się, że jest ona obecna na co dzień. Dalekie jest mi myślenie o „zastawach na specjalne okazje”, jak za dawnych czasów.

designdoc: Wiele pani prac dekorują wizerunki kobiet. Motyw twarzy jest charakterystyczny dla donic z kolekcji „HER”. Dlaczego?

Agnieszka Alończyk: Twarze i motywy kobiecych wizerunków nawiązują do mojej ogromnej miłości do Picassa, która trwa od dziecka oraz do sycylijskich „testa di moro” – ceramicznych głów bogato zdobionych biżuterią i roślinnością. Lubię połączenie gliny i naturalnych tworzyw, stąd dodatki w postaci naturalnych sznurków i juty. Donice z kolekcji „HER” rzeźbię ręcznie. Jeśli chodzi o styl, najbliżej mi do klimatów boho i etno (w kontekście formy). Kolorystycznie jest to bardziej skandynawska surowość, inspiracja naturalnymi barwami występującymi w naturze: kamieni, muszli, piasku.

Dwa kremowe ceramiczne wazony z roślinami w tym samym kolorze

designdoc: Droga, którą doszła Pani do ceramiki miała wiele zakrętów. Prawda?

Agnieszka Alończyk: Swoją ścieżkę zawodową zmieniałam wiele razy. Skończyłam szkołę muzyczną, studia na filologii romańskiej oraz socjologię. Pracowałam jako nauczycielka francuskiego, fryzjerka, wizażystka. Marzyłam o byciu kucharką we Francji, dlatego przez wiele lat wyjeżdżałam tam, by pracować w restauracji. Zawsze interesowałam się designem, sztuką, dekoracją wnętrz. Jednocześnie przez 10 lat pracowałam w korporacjach jako rekruterka, głównie na rynkach międzynarodowych. Szukanie własnej drogi zajęło mi, jak widać, dużo czasu. „Odnalazłam siebie” na Sycylii, dokąd wyjechałam na tak zwany gap year. Mieszkałam nad brzegiem morza, z widokiem na Etnę, w bardzo nieturystycznej wiosce. Tam zaczęłam się uczyć ceramiki. Kupiłam pierwszy piec i wiedziałam już, że tym właśnie będę się zajmować. Z perspektywy czasu uważam, że wszystko, co robiłam wcześniej, wiodło mnie do miejsca, w którym jestem obecnie. Wszystkie umiejętności przydają mi się w prowadzeniu pracowni ceramicznej: w tworzeniu, pracy manualnej, w kwestiach biznesowych i administracyjnych. Chyba wpisuję się w aktualne trendy. Ponoć pokolenie naszych dzieci zmieni swoją ścieżkę zawodową średnio pięć razy.

designdoc: Najistotniejsze, by tę własną ścieżkę odnaleźć. Nieważne, ile dróg do niej prowadzi. Im ich więcej i bardziej krętych, tym ciekawiej. Ważne, że na końcu czeka zadowolenie, z tego, co się robi.

Agnieszka Alończyk: „Isola” to po z włosku „wyspa”. Isola ceramics jest wynikiem mojej ucieczki z miasta na wyspę, obserwowania prostego codziennego życia w zgodzie z naturą. Jest też efektem prawdziwej izolacji – od tego, co wyuczone i nabyte, ale też od innych ludzi i ich optyki. Jest miejscem, w którym wreszcie mogę się czuć całkowicie sobą, gdzie nie muszę spełniać cudzych oczekiwań, gdzie tworzę rzeczy, którymi także sama się otaczam. Jest też zachętą dla innych do szukania własnej wyspy.

Zdjęcia: serwis prasowy Isola ceramics