Gion A. Caminada: „W architekturze wszystko musi tworzyć jedność”
Gion A. Caminada mówi o zmysłowości, sensowności i odpowiedzialności w architekturze. O kontekście i lokalności. A także o tym, dlaczego w turystycznych miejscowościach królem powinien być nie tylko gość, lecz także mieszkaniec.
7
Piotr Kowalik: Nadał Pan swojemu wykładowi tytuł „Architektura jako poszukiwanie sensu”. Czy mógłby Pan pokrótce objaśnić tę ideę naszym Czytelniczkom i Czytelnikom, którzy nie mieli okazji uczestniczyć w wydarzeniu? [Chodzi o wykład wygłoszony przez Giona A. Caminadę podczas wizyty w Polsce, którą odwiedził na zaproszenie firmy Geberit w październiku 2025 r.]
Gion A. Caminada: „Poszukiwanie sensu” ma tu podwójne znaczenie. W architekturze chodzi z jednej strony o zmysły – nasze zdolności percepcyjne: wzrok, słuch, dotyk. One są niezmiernie istotne. Z drugiej strony mamy poziom bardziej intelektualny. Zastanawiamy się: co ma sens, a co go pod określonymi warunkami nie posiada? Pracując nad projektem, mogę dostrzec, że coś w jednym kontekście nie ma żadnego sensu, natomiast w innym – przy odmiennych założeniach – nabiera go w pełni. Wyrażenie to obejmuje więc dwie sfery: zmysłowość oraz sensowność, która zawsze zależy od okoliczności. Zmysłowość dotyczy naszych zdolności odbioru, natomiast sensowność – podejmowanych przez nas decyzji, tego, co rzeczywiście robimy. W architekturze obie te sfery są niezbędne. Między nimi musi panować równowaga.
Piotr Kowalik: Czy Pana zdaniem owo poszukiwanie sensu stanowi dziś dla architektów szczególne wyzwanie? A może zostało zepchnięte na margines? Jakie inne wyzwania stoją przed współczesną architekturą?
Gion A. Caminada: Tych wyzwań jest bardzo wiele. Wiedza konieczna do tworzenia dobrej architektury jest ogromna. Obejmuje ekonomię, estetykę, klimat, topografię – ale także politykę i socjologię. Dla mnie istotne jest to, że nie są to odrębne byty. W architekturze wszystko musi tworzyć jedność. Wzajemne powiązania są fundamentalne. Konstrukcja, materiał i ich właściwości fizyczne są ważne – ale równie istotne są emocje, przypadkowe zdarzenia, wydarzenia z pozoru błahe. To one kształtują ducha miejsca.

Architektura niesie za sobą ogromną odpowiedzialność. Jeśli architekt nie jest gotów jej podjąć, nie powinien budować. Dziś architekturę tworzą niestety często ludzie, którym przyświeca wyłącznie cel finansowy. Gdy architektura ma służyć jedynie kapitalistycznemu interesowi, oznacza to jej upadek. Oczywiście zarabianie dzięki architekturze jest w pełni uzasadnione. Nie może być jednak celem nadrzędnym. Inaczej pracujemy w sposób nieodpowiedzialny.
Piotr Kowalik: Nie bez przyczyny mówi się dziś o odpowiedzialnym projektowaniu.
Gion A. Caminada: Odpowiedzialne projektowanie oznacza dla mnie, że architekt powinien tworzyć przestrzenie, które czynią życie lepszym. Na początku mojej pracy mówiłem: pragnę budować domy, aby życie stawało się bardziej znośne. Życie jest trudne, a architektura może być balsamem – albo jedynie opium.
Odpowiedzialność oznacza dziś także uwzględnienie zmian klimatycznych oraz wyzwań ekologicznych. Trzeba jednak uważać, by nie popaść w histerię ani nie szukać zbyt szybkich, uproszczonych rozwiązań. Architektura musi pozostać naszą zasadniczą kompetencją, musi się rozwijać – a na wielkie pytania epoki powinniśmy odpowiadać architektonicznie.
Piotr Kowalik: Budowanie w miejscu, z którym jest się tak głęboko związanym – jak w Pana przypadku – podwaja chyba tę odpowiedzialność.
Gion A. Caminada: Budować w miejscu, które się zna, to przywilej, ale i proces o wiele bardziej intensywny. Intensywniejszy wtedy, gdy ważna staje się dla nas więź między tym, co ludzkie, a tym, co nieludzkie. To właśnie tworzy miejsce. Lubię powtarzać, że miejsce powstaje z różnicy w stosunku do innych miejsc.
Nie mam monopolu na projektowanie w mojej rodzinnej wsi. Wielu innych również tam budowało, ale przy części projektów doradzałem. Najważniejsze budynki w mojej miejscowości rzeczywiście zaprojektowałem sam.
To dobra sytuacja. Patrząc na projekty sprzed trzydziestu lat, myślę, że dziś wiele zrobiłbym inaczej – ale to część mojej historii, mojego życia. Wówczas nie mogłem zrobić więcej, więc to w porządku. Architektura, podobnie jak człowiek, wzrasta i dojrzewa.
Piotr Kowalik: Czym jest dla Pana kontekst?
Gion A. Caminada: Kontekst, w moim rozumieniu, tworzy wiele elementów. Chciałbym tu podkreślić różnicę między przestrzenią a miejscem – miejsce to punkt, w którym coś się wydarza. Kontekst obejmuje zarówno aspekty fizyczne – materiał, formę – jak i emocje czy przypadkowe zdarzenia. W kontekście dzieje się coś istotnego. To właśnie stanowi o miejscu, to jest jego istotą.
W silnym kontekście nakładają się na siebie wymiar estetyczny i etyczny. W Krakowie miałem wrażenie, że w kontekście dzieje się znacznie więcej niż tutaj, w Warszawie. Tutaj czasem ma się, przechodząc z jednego miejsca w drugie, wrażenie, że pomiędzy nimi wydarza się niewiele. Muszę to jednak jeszcze lepiej zrozumieć. Może to kwestia skali miasta. Często mówię, że chcę tworzyć budynki, które wyglądają tak, jakby nie zostały zaprojektowane, lecz jakby po prostu wyrosły. To nabiera dla mnie coraz większego znaczenia i jest niezwykle trudne. Wyjaśnić, jak osiągnąć taki efekt – to niemożliwe. Ja sam wierzę, że wiem, jak to robić.
Tak było w przypadku Totenstube – Domu Zmarłych. Myślę, że powstał w sposób naturalny. Starałem się oddać uczucia, które już istniały. Nie projektowałem emocji – pozwoliłem im do mnie przyjść.
Piotr Kowalik: Wspomniał Pan w wykładzie, że projektowi Totenstube towarzyszyło sześć lat refleksji i konsultacji społecznych. Czy konsultacje są stałym elementem Pana procesu projektowego?
Gion A. Caminada: Staram się na etapie przygotowań dowiedzieć jak najwięcej. Przy Totenstube interesowała się tym cała wieś. Gdy jednak projektuję hotel, zaangażowana jest jedna rodzina lub inwestor. To zawsze zależy od kontekstu i od tego, co można z rozmów z ludźmi wynieść, co można usłyszeć i przetworzyć.
Piotr Kowalik: Dlaczego lokalne materiały są dla Pana tak ważne? Czy to sposób, by ukazać prawdę miejsca?
Gion A. Caminada: Z prawdą należy obchodzić się ostrożnie. Ludzie często mówią: „Tak jest”, a ja odpowiadam z pełnym szacunkiem: „Różnica między tobą a mną polega na tym, że ty znasz prawdę, a ja jej dopiero szukam.” Prawda jest zawsze gdzieś daleko, nigdy w pełni nieuchwytna. A dopóki jej szukam – jest to dla mnie fascynujące.

Materiały oczywiście mają związek z miejscem. Pytanie brzmi: jakie zasoby są dostępne? Jakich materiałów mogę użyć? Nie chcę sprowadzać ich z Arabii czy z Chin. Chcę pracować z tym, co jest tu, i z tego stworzyć coś sensownego. Lubię być alchemikiem, który potrafi przemienić wszystko w „złoto”.
Tak, wierzę, że lokalne materiały mogą tworzyć poczucie tożsamości i przynależności. Określone materiały pasują do określonych miejsc i funkcji. Dla konkretnego kontekstu istnieje „idealny” materiał – w antropologicznym sensie – zgodny ze swoją naturą. Staram się jej nie naruszać.
Gdy drewno pęka, Japończycy wiążą pęknięcie, by nie powiększało się, ale go nie tuszują. Dziś często zakleja się je silikonem – wtedy otrzymujemy jedynie imitację, obraz, a nie działanie zgodne z naturą materiału. To jest jedynie pozór.
Piotr Kowalik: Wspomniał Pan o „Nighthawks” Edwarda Hoppera i powiedział, że w projekcie hotelowego baru dla Maistra chciał Pan przywołać podobne odczucie. Czy często inspiruje się Pan dziełami sztuki?
Gion A. Caminada: Lubię odniesienia i metafory. One wskazują na coś, sugerują – lecz nigdy nie wolno ich kopiować. Trzeba raczej zrozumieć ich charakter. Gdy naprawdę uchwycę sens odniesienia, nie mam już ani odwagi, ani moralnego prawa, by je kopiować.
Piotr Kowalik: Jak to, że pracował Pan wcześniej jako stolarz wpłynęło na Pana twórczość architektoniczną?
Gion A. Caminada: Uważam, że architektura jest połączeniem teorii i praktyki. Obie są niezbędne. Teoria to forma myślenia, która prowadzi do idei, a praktyka to działanie – jej wartość jest nie do przecenienia.
Piotr Kowalik: Co musi się wydarzyć, aby wsie i małe miasteczka – zwłaszcza w regionach turystycznych, takich jak Alpy – mogły się rozwijać, nie tracąc swojej tożsamości? Dlaczego to tak ważne?
Gion A. Caminada: Ująłbym to tak: zawsze projektowałem dla ludzi, którzy tam mieszkają, nigdy dla turystów. Nie interesowała mnie komercjalizacja turystyczna. Najpierw trzeba zadbać o to, by miejsce było dobre dla swoich mieszkańców. Wtedy działa również turystyka – bo mieszkańcy będą dobrymi gospodarzami.
Nie twórz idealnej wsi dla turystów. Stwórz idealną przestrzeń życia dla miejscowych.
To była moja strategia w alpejskich wsiach. Hotel może być idealny dla turystów, ale tylko wtedy, gdy hotelarz czuje się w swoim miejscu dobrze.
Powiedziałem kiedyś: „Gość jest królem.” Ale dodałem: „Mieszkaniec także.”
Jeśli w założeniach turystycznych jedynym królem jest gość, to znaczy, że coś jest nie tak. Obaj – gość i mieszkaniec – muszą mieć równy status.
Gdy obie strony stoją na tym samym poziomie, powstają budynki i miejsca, które mają prawdziwy sens.
Zdjęcia: Rafał Cwenk / serwis prasowy Geberit

