top
Wydarzenia:

Bożena Sacharczuk: „Muszę i chcę dalej szukać”

Twórczość Bożeny Sacharczuk jest zakorzeniona w materii, ale wywodzi się z wewnętrznego przymusu kreacji. Ceramika, jej barwa, forma i rytm – to jej język. Artystka przybliża w wywiadzie wyjątkowy charakter prac wykonanych w tej technice.

6
Ceramika - kobieta stoi przy pracach ceramicznych
Bożena Sacharczuk prezentuje unikatowe prace ceramiczne w Uroczysku Siedmiu Stawów, fot. Jacek Marczewski

W rozmowie z Iwoną Ławecką-Marczewską Bożenia Sacharczuk wyjaśnia dlaczego ceramika jest jej ulubionym medium. Opowiada m.in. o pracy w Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, artystycznej misji, malarskiej alchemii szkliw, inspiracjach muzyką i naturą, współpracy z galerią Fine Art Gallery Art of Ceramics oraz o nieustannej potrzebie przekraczania własnych granic.

Iwona Ławecka-Marczewska: Działasz w wielu obszarach – jako artystka, dydaktyczka, kuratorka, popularyzatorka ceramiki. Chciałabym porozmawiać o każdej z tych dziedzin osobno, a potem o tym, jak one się zazębiają. Zacznijmy od ASP i twojej działalności edukacyjnej. Czym jest dla ciebie?

Bożena Sacharczuk: Praca na Akademii to decyzja, która pociąga za sobą wejście w określony system funkcjonowania – z jednej strony umożliwiający artystyczny rozwój, z drugiej wymagający zobowiązań. Zrobiłam już doktorat, habilitację, jestem przed uzwyczajnieniem. Dla mnie to coś więcej niż ścieżka stopni naukowych. To misja dydaktyczna. Gdybym nie była tak skonstruowana wewnętrznie, z pewnością nie robiłabym tego z satysfakcją.

W ASP i poza nią zajmujesz się promocją ceramiki. Dlaczego ceramika artystyczna potrzebuje szczególnej promocji?

Bardzo angażuję się w szeroko pojętą edukację na rzecz ceramiki artystycznej, bo widzę, jak małe jest jej zrozumienie. Ceramika towarzyszy człowiekowi od zarania cywilizacji – zachwycamy się zachowanymi starożytnymi przykładami, uznając je za dzieła sztuki. Tymczasem współczesna ceramika artystyczna wciąż jest traktowana po macoszemu. Praktycznie nie funkcjonuje krytyka, nie ma za wiele miejsca w rozdziałach historii sztuki współczesnej, na ten obszar. Bliżej nam do rozumienia ceramiki w kontekście użytkowym, designu, ale nie obiektów sztuki. Na szczęście, to się powoli zmienia, ale wciąż jest wiele do zrobienia.

Ceramika przez swoją złożoność materiałową, wciąż potrzebuje objaśniania, by uzmysławiać jej technologiczną różnorodność i kunszt jaki w sobie kryje.

A w dualizmie ceramiki, ważnym staje się fakt, że ceramika artystyczna to zupełnie inna materia sztuki, niż jej siostra ceramika użytkowa.

Wydaje się, że tkanina artystyczna już uporała się z tym problemem. Klarowne i zrozumiałe jest oddzielenie tkaniny użytkowej, od artystycznej, stojącej w jednym szeregu z malarstwem i obiektami przestrzennymi.

Dlatego popularyzacja ceramiki jest dla mnie tak ważna – zarówno poprzez twórczość, jak i działania edukacyjne. To służy budowaniu świadomości odbiorców ceramiki w Polsce.

W Twoich pracach widać skupienie na formie, ale też kolorystyczną malarskość. Czy dobrze wyczuwam, że kolor i szkliwo pełnią równie ważną rolę jak kształt obiektu?

Zdecydowanie tak. Klasyczne formy, które tworzę, wywodzą się z kształtu naczyń, ale naczyniami nie są. Kształt nie obliguje do użytkowości. Interesuje mnie przestrzeń, bryła, „rzeźbiarskość formy”.

Jeśli chodzi o kolor – kiedyś planowałam zostać malarką. Zdawałam na malarstwo w Poznaniu, ale w trakcie egzaminów zrozumiałam, że to nie jest moja droga. Bardziej fascynuje mnie eksperyment z kolorem, alchemia, która towarzyszy ceramice, praca z naturalnymi surowcami, tlenkami metali barwiących– to wszystko co pochodzi z ziemi, z natury. A ja tworzę z tego mikstury, które w wyniku reakcji chemicznych przekształcają się w nowe, unikalne szkliste struktury.

Mam opracowaną paletę barwnych szkliw, niczym farb, ale sposób ich nakładania, grubość warstw, temperatura wypału, rodzaj ceramicznego podkładu, wszystko to wpływa na ostateczny efekt i ujawnia swoją wartość na koniec. Ta różnorodność możliwości łączenia surowców ceramicznych i towarzysząca temu nieprzewidywalność, cierpliwość oczekiwania i element zaskoczenia – to mnie fascynuje.

Inspirujesz się muzyką, naturą. Jak inne dziedziny wpływają na Twoją twórczość?

Kocham naturę, lubię w niej przebywać. Muzyka – ona buduje mój nastrój, wpływa na emocje, pobudza wyobraźnię. Słuchając muzyki, tworzę w głowie obrazy. Potem wprowadzam trzeci wymiar, próbując zwizualizować swoje wyobrażenia w ceramice.

Chciałabym pokazywać ceramikę w takich kontekstach, które są nieoczywiste. Dlatego wybieram różne, na pozór nietypowe, miejsca, zyskując inne możliwości percepcji. Próbuję też zestawiać różne formy sztuki, by pokazywać, że odbieramy ją podobnie – moim zdaniem, zawsze emocjonalnie. Ja sama muzyki słucham intuicyjnie, bez profesjonalnej analizy, bo (i mimo że) się na niej nie znam. Ze sztukami wizualnymi jest trudniej. Często jest tak, że odbiorcy potrzebują „wiedzieć”, a w odsuwaniu się od sztuki, kryją swój stres niezrozumienia. Chciałabym powiedzieć: nie jest to konieczne, nie musicie. Wystarczy się uwrażliwić, pozwolić sobie na odczuwanie. (Oczywiście, to na początek przygody ze sztuką – dla ośmielenia).

Tak jak zachwycamy się lasem, choć nie rozpoznajemy gatunków drzew, tak możemy chłonąć sztukę, a to zainteresowanie w konsekwencji pociągnie za sobą budowanie świadomości i wiedzę.

Współpracujesz z galerią Fine Art Gallery Art of Ceramics. Czy na wyłączność?

Tak. To współpraca na zasadzie wyłączności. To świadomy wybór. Rynek sztuki jest trudny, zwłaszcza dla ceramiki. Zaczynałam prawie trzydzieści lat temu, w okresie, gdy dotarcie ze swoją twórczością do odbiorcy było niemal niemożliwe na polskim rynku galeryjnym. Uczelnia była moim miejscem funkcjonowania, pozwalała rozwijać się artystycznie, i jakoś żyć.

Dziś, by zaistnieć, trzeba być aktywnym w mediach społecznościowych. Mam z tym problem. Brakuje mi czasu na te działania. Zdecydowanie wolę skupienie w zaciszu swojej pracowni.

Anna Gendaj, założycielka Fine Art Gallery wie jak działają mechanizmy rynku sztuki i rozumie moją sytuację. Dzięki temu, w naszej wspólnej strategii działania jest miejsce na twórczość i profesjonalną promocję. To model komfortowy i harmonijny. Łączy nas wspólne podejście do ceramiki jako sztuki i cel – budowanie coraz szerszej świadomości ceramiki artystycznej.

Niedawno w Uroczysku Siedmiu Stawów odbyło się „Letnie popołudnie ze sztuką” organizowane przez Fine Art Gallery, w którym wzięłaś udział. Czy możesz przybliżyć ideę tego typu spotkań?

To już czwarta edycja Letniego spotkania w Uroczysku i można powiedzieć, że stały się one tradycją. Koncepcja oparta jest na idei prezentacji aktualnych działań wszystkich współpracujących z galerią artystów, w wyjątkowej przestrzeni renesansowego zamku na Dolnym Śląsku. Sama forma ekspozycji każdorazowo rodzi się spontanicznie. Kluczowe jest spotkanie: rozmowa, możliwość poznania się z pasjonatami ceramiki, kolekcjonerami oraz przedstawicielami mediów Ważne jest dla nas budowanie relacji i zainteresowania wokół ceramiki artystycznej.

W tym roku nie miałam możliwości czasowych, by przygotować duże realizacje, bo dopiero co zakończyłam wystawę w NOSPR, na którą przygotowywałam się półtora roku. Pokazałam więc małe obiekty – szkice ceramiczne, zrealizowane w ostatnim miesiącu, eksperymenty z kolorem, strukturą skupiające uwagę na detalu. Uzupełniłam je fragmentami kolekcji z NOSPR. Tam, z racji skali gmachu, obiekty były multiplikowane, tworzyły złożone układy. W Uroczysku pokazałam je z bliska, w innej relacji z odbiorcą.

W 2024 roku otrzymałaś medal Gloria Artis, za chwilę czeka Cię profesura. Masz wielkie osiągnięcia. Co Cię teraz napędza?

To niepojęte, ale naprawdę ciągle budzę się z myślą, że chcę robić coś nowego – kolejne prace. Każdy projekt to proces mający swój początek i koniec, czas poszukiwań,  doświadczania, za każdym razem czegoś nowego. I kiedy docieram do końca jego realizacji, kończy się etap, który mnie dotyczy. Przez moment trwa zadowolenie, pojawia się zmęczenie, ale zaraz potem potrzeba znalezienia pomysłu na coś nowego.

Pracoholizm, Perfekcjonizm? Być może. Ale też niedosyt. Szukam ideału – może to naiwne. W swoich realizacjach, gdy patrzę na nie z perspektywy czasu, wielokrotnie zdarza się, że widzę różne mankamenty – a to proporcje bym zmieniła, a to znalazła inny odcień szkliwa. Zawsze inspirowały mnie teorie Andrzeja Pawłowskiego, profesora krakowskiej ASP. Mawiał, że najbardziej męcząca w ludzkich wytworach jest ich sztuczność, martwota, i jako ideał przywoływał formy stworzone przez naturę – jak muszle, kośćce – „formy naturalnie ukształtowane”.

Glina formowana na kole garncarskim może mieć wszystkie znamiona takiego naturalnego tworu. Może właśnie dlatego chcę szukać dalej.

Z czego wynika Twoje dążenie do doskonałości?

Potrzeba tworzenia nowych form wynika z poczucia niedosytu. Nie chodzi o błąd, ale o etap. Ja już chcę być gdzie indziej, spróbować inaczej.

Czy da się osiągnąć samozadowolenie w twórczości?

Trudne pytanie. I nie sądzę, że to możliwe, ale wiem, że muszę i chcę dalej szukać.

Życzę Ci wielu nowych odkryć, energii i kolejnych twórczych działań.